Wolontariat misyjny
Odwiedziny
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >> |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Strona 1 z 17 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Troskliwość Rzymskich Biskupów — jest to rzeczą oczywistą — powinna mieć na celu przede wszystkim staranie się o zbawienie dusz i szerzenie Królestwa Chrystusowego na ziemi. Boski Założyciel Kościoła dał rozkaz taki: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody"1. "Opowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu"2. Tak czynił Piotr i tak jego następcy. A gdy najbardziej doświadczeni ludzie siłą rozumu i niestrudzonego umysłu jęli badać morza i doszli do odkrycia nowych, nieznanych lądów, wówczas otwarły się dla apostolstwa drogi nowe do ludów nieznanych wiodące, a nasz poprzednik, sławnej pamięci Grzegorz XV, słynący z mądrości, jak o tym świadczą akta „Najważniejszą duszpasterskiego urzędu sprawą jest rozkrzewianie Wiary chrześcijańskiej", założył św. Kongregację Rozkrzewiania Wiary, aby przez nią tym skuteczniej popierać olbrzymie dzieło apostolskie wśród niewierzących.
Zadaniem tej św. Kongregacji jest, aby wysyłać misjonarzy po wszystkie części świata i rozmieszczać ich w miarę różnorodnych potrzeb i wymagań, aby służyć radami i pomocą tak poszczególnym osobom jako też instytucjom i ostatecznie zaradzać potrzebom wszelkim i zaopatrywać Misje we wszystko, do czego gorliwość apostolska i prawdziwa miłość Chrystusa dadzą pohop.
Chociaż pomoc materialna niesiona Misjom katolickim nie jest rzeczą najważniejszą, ma ona jednak wielkie znaczenie a Nasi poprzednicy zaopatrywali je niegdyś hojnie. Do tego przyłączyli się w rozmaity i wielkoduszny sposób także książęta chrześcijańscy, którzy spodziewali się z nowych krajów misyjnych dla swych królestw i narodów niemałych korzyści.
Dziś atoli zupełnie inne jest położenie materialne Stolicy Apostolskiej, jak to wszyscy wiedzą, a nie można się też spodziewać, ażeby władze świeckie obfitymi składkami przyczynić się miały do rozszerzania granic Kościoła.
A jednak może jeszcze nigdy ludy chrześcijańskie nie okazywały tyle żarliwości względem Misji jak w ostatnich czasach, mianowicie od chwili kiedy Nasz nieodżałowany Poprzednik ogłosił światu katolickiemu encyklikę ,,Maximum illud”.
Najlepszemu i niestrudzonemu Papieżowi, który wśród wszystkich okropności wojny światowej był zawsze zmartwiony z powodu tylu braków i boleści, a przy tym bez wytchnienia starał się przekonywać o konieczności pokoju dla Europy, dobroć Boska zesłała przynajmniej tę pociechę, że w opowiadaniu Ewangelii w Afryce, w Azji i w Ameryce mógł spostrzec oznaki pewne powodzenia pomyślniejszego, aniżeli za dawniejszych czasów.
Żywiąc w sercu te same pragnienia, nie myślimy zaniechać naszych obowiązków, lecz czuwać będziemy z całą pieczołowitością nad tym, aby sumiennie zachowywano, co On tak mądrze przepisał; tak zaś Misjonarze nasi będą obficie zaopatrzeni we wszystkie potrzebne środki, przez co ich praca stanie się owocniejszą.
Należy podkreślić, że tych zasiłków materialnych wyczekują dla swych Misji poszczególne Zgromadzenia zakonne, jakie istnieją wśród ludu chrześcijańskiego, który z pobudek nadprzyrodzonych żywej wiary i gorącej miłości — także z innych słusznych powodów daje chętnie a nawet wśród niektórych narodów bardzo hojnie.
Lecz taki sposób wspomagania sprzeciwia się potrzebom poszczególnych Misji i nie pozwala na słuszne i sprawiedliwe kierowanie Misjami i na zapewnienie im trwałości i wzrostu.
Jak to nasi poprzednicy czynili, tak i My zatwierdzamy rozmaite sposoby zbierania ofiar na korzyść poszczególnych Misji, ale przedkładamy sposób dobrze określony, żeby ze składek całego świata katolickiego wszystkie Misje katolickie korzystać mogły, — wszystkie zatem składki pieniężne, choćby najmniejsze, zbierane u poszczególnych narodów i przez wszystkie dzieci Kościoła dla Misji w ogólności, zgromadzać się będzie jakoby w jednym ośrodku. Wszystkie zaś te pieniądze powierzone wyłącznie do Naszego i św. Kongregacji Rozkrzewiania Wiary dobrowolnego rozporządzenia, będą rozdzielane za pośrednictwem osób przez Nas obranych pomiędzy wszystkie Misje według potrzeb każdej z nich
W tern przedsięwzięciu uprzedziło nas już szczęśliwie znakomite Dzieło Rozkrzewiania Wiary w Lionie, założone już przed stu laty przez kilka osób najwybitniejszych ku chwale wielkodusznej pobożności.
Wszystkim są znane szczególne zasługi tej instytucji, która przedstawia się wspaniale wśród niegasnących blasków promieniejącej chwały Francji katolickiej. I zaiste cudowny to środek mnogich stowarzyszeń rozsianych po wszystkich zakątkach kuli ziemskiej, gdzie ludzie dobrej woli nawykli przychodzić Misjom z pomocą, czy to własną pracą, czy datkiem pieniężnym lub modlitwą. Dlatego też Nasi Poprzednicy obsypali rzeczone Dzieło wielkimi łaskami i przywilejami, szczególnie zaś Grzegorz XVI w liście Apostolskim "Probe nostis" z dnia 15-go sierpnia 1840 r. oraz Leon XIII w Encyklice „Sancta Dei Civitas" z dnia 3-go grudnia 1880 r., gdzie je poleca wszystkim Biskupom i wiernym słowami, nacechowanymi najwyższą czcią.
Ponownie pragniemy oddać tutaj pochwałę obu Radom, tak Liońskiej jako i Paryskiej, które nim kierują, przede wszystkim dla mądrości i ducha sprawiedliwości, okazywanych przy wspomaganiu nie tylko tych Misji, które najszlachetniejszy naród francuski idąc za odziedziczoną po swych przodkach gorliwością szerzenia Wiary św. porozwierał wszędzie, ale też innych, które inne narody, postępując za sztandarem Chrystusa Pana, pozakładały.
Według naszych zapatrywań będzie dlatego właściwym, zamiast stwarzać coś nowego, zmienić odpowiednio do wymagań czasów obecnych to samo Dzieło Rozkrzewiania Wiary na organ Papieski do zbierania ofiar od wszystkich wiernych na korzyść wszystkich Misji, przesunąć jego siedzibę do Stolicy Kościoła katolickiego i osłaniać je Naszą powagą.
Zamierzamy to uczynić tym chętniej po otrzymaniu listów, pełnych uniżoności synowskiej, jakie Nam nadesłali ci, którzy tak w Lionie jak i w Paryżu temu Dziełu przewodniczą i którzy oświadczyli, że jako wierni synowie Kościoła gotowi są przyjąć wszystko, cokolwiek Stolica Apostolska z tym dziełem, tak drogim im i ich ziomkom, w przyszłości uczynić postanowi.
W tym wszystkim okazali się ci tak wybitni ludzie godnymi imienia katolików i Francuzów, oświadczając otwarcie, że w oczach ich uczestniczenie w apostolstwie przez rozszerzanie Królestwa Chrystusowego jest tak ważnym, że wobec tego maleją wszelkie inne, choćby najsłuszniejsze i najdroższe względy.
My zaś, oceniając takie usposobienie, nie tylko im ale wszystkim katolikom francuskim wspólne składamy uroczyście i publicznie w obliczu Kościoła — in faciem Ecclesiarum — cześć.
Dlatego w pełni władzy Apostolskiej, z własnego popędu i z zupełną świadomością ustanawiamy i zatwierdzamy, co następuje:
I. Pobożne Dzieło Rozkrzewiania Wiary, któremu nadano nowe ukształtowanie, będzie miało odtąd i w przyszłości siedzibę swą w Rzymie przy św. Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, ażeby tejże Stolicy Apostolskiej było narzędziem do zbierania we wszystkich częściach świata ofiar od wiernych oraz do rozdzielania ich pomiędzy wszystkie Misje katolickie.
II. Ogólnemu Dziełu będzie przewodniczyła Rada, przez Nas obrana za pośrednictwem tejże św. Kongregacji z pośród duchowieństwa tych narodowości, które odznaczyły się regularnym nadsyłaniem ofiar dla Pobożnego Dzieła.
III. Dla narodu francuskiego, wśród którego stała kolebka tego Dzieła i który zawsze pracował jak najpożyteczniej naokoło nawrócenia niewiernych, przyznane jest osobne prawo uczestnictwa w Radzie Głównej.
IV. W podwójnym regulaminie, dołączonym do niniejszego listu, określone są przepisy działania tak dla tego Pobożnego Dzieła jako też dla Rady Głównej.
V. Rady Główne każdego narodu mają uzgodnić swoje statuty z Naszym wedle zapatrywań Rady Głównej. Gdzie dotąd takie Rady nie istnieją, powinni Biskupi jak najprędzej je ustanowić. Natomiast, gdzie coś podobnego już istnieje, choćby pod inną nazwą, można powierzyć tym dziełom, aby zniesiono różnicę a wszystko niechaj się dostosuje do tego Dzieła. W tego rodzaju instytucjach wiele dopomoże do rozwoju, jeżeli się zaprowadzi pewne ujednostajnienie, o ile tylko pozwalają na to warunki miejscowe.
Tak więc, oddając te sprawy pod opiekę Najświętszej Maryi Panny, Dziewicy Niepokalanej, Książętom Apostołów, świętym Piotrowi i Pawłowi, oraz wielkiemu krzewicielowi Wiary Św., św. Franciszkowi Ksaweremu, opiekunowi niebieskiemu tego stowarzyszenia, mamy silną ufność, że to Dzieło Rozkrzewiania Wiary, tak drogie Naszemu Poprzednikowi jako też podobnie dwa inne Dzieła św. Dziecięctwa i św. Piotra Apostoła dla kształcenia kleru rodzimego, Dzieła, które to Stolica Apostolska uważa za swoje, rozrosną się ku pociesze naszej. Jesteśmy też pewni, że Biskupi i wszyscy Prałaci przyłożą się z całą gorliwością do tej sprawy w swych poszczególnych kościołach, posługując się w tym szczególnie Związkiem Misyjnym Kleru, który pośpieszą się jak najprędzej założyć, gdzie go nie ma, gdyż Związek ten, Nam i niemniej Naszemu Poprzednikowi wielce przyjemny, nadaje się do tego w sposób szczególniejszy.
Wszystko, cośmy w tym Liście postanowili, pozostanie wedle Naszego rozkazu niewzruszone i niezmienione, choćby miało się temu cośkolwiek sprzeciwić.
Dan w Rzymie przy św. Piotrze dnia trzeciego maja, w uroczystość Znalezienia św. Krzyża 1922, w pierwszym roku Naszego Pontyfikatu.
Pius XI, Papież
W Namiungo stado antylop gnu zmieszało się na pastwisku kilka razy z naszymi krowami i osłami tam hodowanymi. Zaniepokojony, że dzikie zwierzęta mogą nakłonić nasze krowy do życia na wolności w afrykańskim buszu, ks. Eugeniusz Reśliński próbował ustrzelić jedną z nich, ale zdołał tylko jedną antylopę zranić w nogę. Jakby braku szczęścia było za mało, sam skręcił swoją nogę, kiedy chciał wytropić ranną gnu. A prawdziwym nieszczęściem w tym zdarzeniu było to, że nie było na miejscu żadnego fotografa, który mógłby uwiecznić kulejącego ks. Eugeniusza tropiącego kulawą antylopę gnu. Teraz oboje znów tryskają zdrowiem.
Wraz z rozpoczętą porą deszczową węże i żmije garną się bardziej niż zwykle do budynków mieszkalnych, szukając schronienia przed deszczem. Kilka wieczorów temu ks. Karol Szojda ( właściciela imponującej brody ) spotkał w bliskiej odległości wielkiego puff Adlera ( węża syczącego ) , który nieoczekiwanie szybko podjął ucieczkę. To było coś nieoczekiwanego, by ten wąż uciekał. Ja bym zgodził się z opinią, że czegoś się wystraszył, prawdopodobnie brody ks. Karola.
Ks. Mieczysław Kijaczek SDS
21 marca 2006 roku o siodmej rano z pasa startowego w Irkucku wzniosl sie ku niebu samolot TU 154 i skierowal sie na zachod w strone Moskwy. Wsrod sennych pasazerow znalezli sie miejscowy kandydat do salwatorianinow Roman Stiepanow, pekinczyk Czako ze swoim panem, czyli ze mna. Cala trojka byla wyraznie podniecona. Romek mocno przezywal rozlake z rodzina i to, ze pierwszy raz w zyciu spojrzy na ziemie wysokosci 10 km. Piesek pokonywal swoje stresy pod moim fotelem. A ja? A ja uczynilem znak krzyza i w glebi samego siebie rozstawalem sie na zawsze z tym, co przywyklem okreslac slowami: „moj Irkuck”.
Przyciemnione wnetrze sprzyjalo modlitwie sie i rozmyslaniu. Mam za co dziekowac Bogu. Prosilem go o miejsce w Rosji. Chcialem tak malo, dostalem tak duzo, ze az za duzo. Rozmyslajac o pietnastu latach rozpietych miedzy Krasnojarskiem i Wladywostokiem zmagalem sie z uczuciami, ktore kotlowaly sie we mnie, jak lawa w glebi wulkanu. Po jakims czasie zwyciezyl rozsadek: „Trzeba stracic cos, zeby zyskac wiecej”. Uspokoilem sie i popatrzylem przez luminator na chmury, ktore budzil swit. Pomyslalem, ze daleko, daleko za nimi znajduje sie moja przyszlosc.
W Kaliningradzie nigdy nie bylem. Znalem go tylko ze slyszenia, z czytania gazet i ksiazek oraz z ogladania telewizji. W pewnym momencie lotu zaczalem wydobywac z dna pamieci „kamyki wiedzy”. Pomyslalem sobie, ze uloze z nich mozaike miasta, w ktorym za kilka godzin rozpocznie sie kolejny etap mojego zycia.
Na pierwszym kamyku
zobaczylem plaskorzezbe przedstawiajaca swietego Wojciecha Adalberta, biskupa Pragi i smialego misjonarza. Pamietam, ze wiosna 997 roku przybyl z Gniezna do Prus i zaczal glosic Ewangelie poganom. Czy Wojciech przypuszczal w drodze nad Baltyk, ze bedzie misjonarzem kilkudziesieciu dni? Fatalny 23 dzien kwietnia owego roku przyniosl mu palme meczenstwa. Najpierw poganski wajdelota bil go po glowie wioslem, potem strzelano do niego z lukow, wreszcie dobito go kopia. Prusowie wiedzieli, ze zabili kogos bardzo waznego. Dlatego zazadali za Wojciechowe cialo tyle zlota, ile ono wazylo.
Z drugiego kamyka
spojrzal na mnie swiety Brunon z Kwerfurtu. Wojciech i on byli przyjaciolmi w mlodosci i bracmi w biskupstwie. Zwiazal ich pobyt w szkole w Magdeburgu, duchowe dojrzewanie pod okiem swietego arcybiskupa Adalberta. Tam przyszli swieci i meczennicy odkryli powolanie misyjne. Brunon, jak niegdys arcybiskupa Magdeburga wyprawil sie na Rus Kijowska i nawet jeszcze dalej, do Pieczyngow. Nastepnym razem poszedl znow na Rus Kijowska, ale stamtad udal sie do Prus, azeby na tej ziemi sw. Wojciecha przelac krew 14 lutego 1009 roku. Tego samego dnia biskup Brunon spotkal sie w Swietych Obcowaniu ze Swietym Wojciechem. Odtad wspieraja blogoslawienstwem rozwoj wiary i Kosciola miejsca, gdzie byli na misjach.
Kamyk trzeci
przypomina swoim ksztaltem krzyzacka twierdze. U poczatkow miasta, do ktorego z ogromna predkoscia zblizal sie nasz samolot, znajduje sie ta wlasnie budowla. Nie byloby jej, jesliby piastowski ksiaze Konrad Mazowiecki nie sprowadzil w 1226 roku do Polski krzyzakow. Rycerze zakonu Najswietszej Maryi Panny otrzymali w posiadanie Ziemie Chelminska i z niej wyprawiali sie na ziemie cudze, wyrywajac je wladcom ogniem i mieczem. Nawracanie pogan bylo jakby oficjalnym usprawiedliwieniem ich pazernych dzialan. Po kilku latach pod takim pozorem oddzialy krzyzakow wtargnely w na ziemie Baltow. Znakiem panowania zakonu byla zawsze potezna ceglana twierdza. Kroniki podaja, ze 1 wrzesnia 1255 roku krzyzacy rozpoczeli budowe twierdzy na Krolewskiej Gorze niedaleko od rzeki Pregoly i dlatego nazwali ja Koenigsbergiem na czesc ksiecia czeskiego Przemyslawa II Otokara, ktory wspieral w boju wojska krzyzackie. Wsrod Czechow i Polakow nigdy nie przyjela sie ta nazwa. Jedni wciaz mowia Kralevec, drudzy Krolewiec. Rownoczesnie wokol twierdzy powstawaly niewielkie i niezalezne od siebie miasta: Altstadt, Kneiphof i Loebenicht wraz z przylegajacymi do nich osiedlami. W cieniu twierdzy Koenigsberg ich mieszkancy stawiali sobie domy, liczne katolickie koscioly, mlyny wodne, mosty zwykle i zwodzone, a takze wznosili mury obronne i solidne baszty. Dzieki zbudowaniu portu rzecznego otwarl sie dla nich Baltyk i Morze Polnocne. Odtad niezwykle szybko zaczal rozwijac sie tam handel morski. Z Prus do portow Zachodniej Europe i do Anglii wywozono bursztyn, miod, zboze, nasiona lnu, drewno i dziegc. W 1339 roku Altstadt zostal wlaczony do zwiazku miast hanzeatyckich.
W czasie wojny trzynastoletniej (1454-66) wielki mistrz Ludwig von Erlichchausen przeniosl do Koenigsbergu stolice zakonu krzyzackiego. Zmusily go do tego wojska polskie i czeskie Marienburga (dzisiejszego Malborka). Po tej dlugiej wojnie wiele ziem wrocilo do Korony. Prusy z Koenigsbergiem staly sie na dwa stulecia polskim lennem.
Przez piecset lat twierdza Koenigsberg i miasta wokol niej zyly oddzielnie. Dopiero w 1724 roku uksztaltowal sie jeden organizm miejski pod nazwa Koenigsberg.
Na czwartym kamyku
wyryla sie brodata twarz ksiecia Albrechta Hohenzollerna (1490-1568). Nigdy nie przepadalem za tym czlowiekiem, chociaz byl synem kuerfuersta imperium niemieckiego Fryderyka i rodzonej siostry krola polskiego Zygmunta I Starego. Moge darowac mu, ze byl twardym orzechem do zgryzienia dla swego wuja z Krakowa. Mam klopoty z pozytywnym mysleniem, gdy widze to, co zrobil Krolestwu Obojga Narodow i Kosciolowi Swietemu. Zapewne zepsula go wladza. Kto to widzial robic 21 letniego kawalera wielkim mistrzem zakonu krzyzackiego? Z Czy nie spotla sie w nim pycha z ambicja, pragnienie panowania z dusza mlodego awanturnika?
A co z tego wyszlo? Ostatni wielki mistrz krzyzakow, wielkim odstepca od wiary i Kosciola, pierwszym swieckim wladca Prus Ksiazecych, i na koniec starzec – samotnik.
Czy zrobil cos dobrego? Historia mowi, ze przy calej swojej surowosci i nawet okruciernstwie Albrecht pozwolil ludziom bogacic sie. Wlasnie to wyzwolilo w nich rozmaite pomysly i inicjatywy. Prusy Ksiazece staly sie miejscem niezwyklego o przyspieszenia w handlu i gospodarce, w rozwoju oswiaty, nauki, cywilizacji i kultury. W przyszlosci to sie wszystko zwielokrotnialo. Podobno Hitler mial powiedziec, ze gdyby wzedzie bylo tak jak we Wschodnich Prusach, to nie musialby sie niepokoic o przyszlosc Niemiec.
Albrecht szanowal wybitnych ludzi i szukal u nich pomocy. Znane sa jego kontakty z Marcinem Lutrem i fanatykiem reformacji Andreasem Osianderem. Co z tego wyniklo? Wszyscy wiemy. Warto sobie przypomniec, ze w roku 1541 na prosbe Albrechta przybyl z Fromborka do Koenigsbergu katolicki duchowny Mikolaj Kopernik. Tym razem jego misja nie byla zwiazana z astronomia. Poproszono go, azeby leczyl ciezko chorego Georga von Kuenheim, majordomusa zamku w Tapiau. Poza tym w 1551roku gosciem Albrechta byl student z Polski Jan Kochanowski z Czarnolasu. W czasie kilkumiesiecznego pobytu w Koenigsbergu mlody poeta z zapalem sluchal wykladow w miejscowym uniwersytecie.
Starosc Albrechta nie byla podobna do zwyciestwa, lecz do kleska. Spedzil ja w odosobnieniu w zamku w Tapiau (obecnie Gwardiejsk). Powoli i systematycznie odsuwal od siebie doradcow i przyjaciol. Niektorych z nich polecil kaznic. W godzinie smierci byl zupelnie sam. Zmarl 20 marca 1568 roku na skutek przewleklego paralizu.
Piaty kamyk
ma forme katedry na wyspie Kneiphof. Wlasnie ten zabytek jest zwieciadlem koscielnej historii miasta do ktorego zmierzam i Prus Wschodnich. Zbudowano ja w XIII wieku na ziemi poswieconej krwia misjonarzy Wojciecha i Brunona, skropionej potem ich kontynuatorow z zakonu cysterow. Katedra postawiono niedaleko od twierdzy Koenigsberg.
Mysle, ze ta budowla jest dzisiaj niemym swiadkiem z jednej strony tego oporu, jaki poganscy Prusowie stawiali chrzescijanstwu, z drugiej zas tego jak ziarna Ewangelii otwieraly ich serca. Nawroceni Prusowie byli bezlitosnie przesladowani przez swoich poganskich wspolziomkow. Wiesc o tym dotarla do Rzymu. Totez papiez Honoriusz III wezwal caly chrzescijanski swiat do obrony nawroconych Prusow. W rzymskiej rezydencji papiez i jego doradcy zastanawiac sie nad tym, czy nie nalezaloby osadzic w poblizu ziem pruskich zakonu rycerskiego.
Kneiphof z pewnoscia pamieta, jak krzyzacy wznosli twierdze Koenigsberg, a za jej murami, na miejscu zwanym Steindamm, narod budowal drewniany kosciolek swietego Mikolaja. W drugiej polowie XIII wieku rozebrano, zeby postawic slawna Judittenkirche.
W pamieci wyspy sa wpomnienia pocztkow XIII stulecia. Prusy Wschodnie przylaczono wtedy do metropolii gnieznienskiej. W 1216 roku utworzono w nich biskupstwo. W miare dalszego rozwoju Kosciola na tych ziemiach Stolica Apostolska wydzielila z nich trzy diecezje: warminska, pomezanska i sambijska. Koenigsberg nalezal do diecezji sambijskiej. Jej trzeci biskup Henryk I Strittberg przeniosl do niego siedzibe biskupstwa z Fischhausem (Rybaki, Primorsk) i na wieki wyroznil Kneiphof tym, ze zbudowal tam katedre (1330-80). A iluz patronow mial ten potezny dom Bozy! Wspominam, nie zwazajac na kolejnosc, Swietego Wojciecha, Martwe Cialo Chrystusa, Najswietsza Maryje Panne i Swieta Elzbiete z Turyngii.
Katedra wciaz trwa. W ciagu wiekow przezyla czas swietnosci Kosciola Katolickiego w Prusach Wschodnich i jego dramaty. Czyz nie sa swiadectwem zywotnosci Kosciola liczby wzniesionych tam kosciolow? Jesli w koncu XIII wieku bylo ich 30, to na poczatku XVI wieku ich liczba wzrosla do 50! Natomiast dramat Kosciola w Prusach Wschodnich zaczal sie po roku 1521. Wtedy wyszlo na jaw, ze biskupi diecezji pruscy byli zagorzalymi zwolennikami Marcina Lutra, ze od nich wyszedl impuls, azeby sekularyzowac zakony, a ksiezy i narod nawracac na luteranizm. Wielkiemu mistrzowi Albrechtowi bylo to na reke. W ten oto sposob zaczela sie tam reformacja, ktora nie byla reforma Kosciola, lecz rewolucja, przynoszaca Kosciolowi Kosciolowi niepowetowane straty. Katolickie swiatynie przeksztalcano w ewangelickie zbory, ambony staly sie miejscem przekazu nowej wiary. Ludzie masowo wystepowali z Kosciola. Czy wszyscy? Nie, nie wszyscy. Wiary dochowali najwierniejsi i najdzielniejsi. Cierpieli na widok rozrywanego Kosciola, bolalo ich to, ze stracili biskupow i kaplanow, ze stali sie „jak owce nie majace pasterza”.
Na wiesc o tym Stolica Apostolska upomniala sie o prawa katolikow w Prusach Wschodnich. Nuncjusze papiescy i prymasi Polski zabiegali u krola, w sejmie i na synodach biskupow o pomoc w tej sprawie. Jednak listy do Koenigsberga pozostawaly bez odpowiedzi. Katolicy odczuli tam zmiane na lepsze dopiero w XVII wieku. Zdaje sie w 1611 roku sejm polski przyjal konstytucje „De feudo ducatus Prussiae”, ktora potwierdzila postanowienia dawne zobowiazania ksiecia Joachima Fryderyka: zbudowac kosciol w Koenigsbergu, wziac na utrzymanie proboszcza, katolikom wolnosci religijnej i praw obywatelskich. Dokument ten obowiazywal nowego ksiecia Jana Zygmunta przez dwadziescia lat. Przestrzegano go rozmaicie. Mimo to katolicy widzieli w nim gwaranta swoich praw i zrodlo nadziei na lepsze.
W 1614 roku w Koenigsbergu, w dzielnicy Sackheim, zaczela sie budowa swiatyni, o ktorej byla mowa w konstytucji. Poswiecono ja 11 grudnia 1916 roku. W zwiazku z tym wydarzeniem papiez Pawel V podjal wazna decyzje: katolicy dawnej diecezji sambijskiej beda podlegac pod jurysdykcje biskupow warminskich. Ten stan prawny zmienil 18 lat temu Jan Pawel II.
W Koenigsbergu zbudowano potem jeszcze kilka kosciolow katolickich. Proboszczami parafii byli kaplani diecezjalni, zas wikarymi - glownie ojcowie jezuici, ktorzy osiedlili sie tam po wypedzeniu ich z Rosji. Dzieki ich dzialalnosci wrocilo do Kosciola sie wielu luteran. Miejscowi jezuici otrzymali zgode na prowadzenie szpitala i szkoly katolickiej. Rowniez siostry elzbietanki i katarzynki byly swiadkami wiary katolickiej w Koenigsbergu. Ich dzialalnosc na rzecz chorych, ubogich i sierot zjednywala im przychylnosc wladz i powazanie w spoleczenstwie.
W 1944 roku lotnictwo amerykanskie i zbombardowalo historyczne centrum Koenigsberga. Piekno starego miasta stalo sie zgliszczami. Na Kneiphofie dlugo sterczaly wyzsze niz inne ruiny katedry z przycupnietym do nich grobem Imanuela Kanta. Kiedys w gazetach wyczytalem, ze trwa jej odbudowa.
Na szostym kamyku
widnieje napis „Albertina”. Czy jest to imie zenskie? Bron Boze! A co to w ogole jest? Wielu z was domysla sie sie, ze tak nazywal sie slawny uniwersytet w Koenigsbergu, znany dzisiaj pod nazwa Kaliningradzki Uniwersytet Panstwowy imieniem Imanuela Kanta.
Albertina zawdziecza swe istnienie reformacji i jej wielkiemu szermierzowi ksieciu Albrechtowi. Pojawila sie na swiecie bez zgody papieza i jego blogoslawienstwa w 1544 roku, co bylo pierwszym tego rodzaju wydarzeniem w dziejach instytucji uniwersytetow. Oczywiscie bez zgody nie moglo sie obejsc. W tym przypadku wyrazil ja krol polski Zygmunt II August. Pierwszy korpus uniwersytetu zbudowano obok katedry. Wydzial teologiczny byl pierwszym na Albertinie.
Albrecht mial jasna wizje: rozpowszechnienie nowej wiary i budowa nowoczenych Prus wymaga zalozenia w Koenigsbergu uniweresytetu. Myslac o tym juz w 1525 zalozyl biblioteke, w ktorej zbieral wazne ksiegi. Kiedy Albrech przedstawi publicznie swoj plan utworzenia uniwersytetu na Kneiphofie, mieszkancy wyspy zaprotestowali, tlumaczac ksieciu, ze nie ma tam wolnej dzialki pod budowe. Krakow krola i uniwersytetu niezbyt uciezyl sie tym, ze na polnocy pojawi sie nowe centrum. Ksiaze poradzil sobie jakos z trudnosciami w 1542 roku zalozy kamien wegielny. Za dwa lata w budynku uniwersytetu, zwanym ot imienia ksiecia Albertina, rozpoczely sie pierwsze zajecia, w ktorych uczestniczylo 318 studentow. Jego pierwszym rektorem zostal Georg Sabinus, ziec Filipa Melanchtona. Wsrod profesorow znalezli sie miedzy innymi znanu juz nam Andreas Osiander i dwaj Polacy Kulwiec i Rafajlowicz. Zajecia prowadzono po lacinie i po niemiecku. Minie cwierc wieku i na Kneiphofie pojawi sie drugi korpus uniwersytecki. Pozniej pojawia sie nastepne w roznych punktach miasta. Dzieki temu rozszerzyl sie zakres nauk wyladanych na Albertinie.
A kim szczyci sie Albertina? Klejnotow w jej koronie jest sporo. Wsrod nich najmocniej blyszczy Imanuel Kant (1724-1804), wielostronny filozof, geograf i matematyk. Sa tez i inne, moze mniej znane, ale warte zapamietania: Fryderyk Bessel (1784-1846), matematyk, astronom, geodeta, autor teorii prawdopodobienstwa i wspolautor teorii bledow pomiarow; Dawid Hilbert (1862-1943), matematyk; Gustaw Kirchhof (1824-1887), fizyk, odkrywca praw optyki, mechaniki i elektrodynamiki; Ernest Hofmann (1776-1822), pisarz-romantyk, kompozytor i malarz. Autor „Opowiesci” i basni „Dziadek do orzechow”, na podstawie ktorej powstala znakomita muzyka baletowa Piotra Czajkowskiego.
Wierzyc sie nie chce, ze w korpusach Albertiny nauke tworzyli dluzej lub krocej tacy luminarze jak Leonard Eiler, matematyk, autor zadania o krolewieckich mostach, ktora dala poczatek nowej dziedzinie nauki teorii grafow; Johann Herder, uczen i oponent Kanta; Herman Helmholz, chemik i fizjolog, ktory w Koenigsbergu zmierzyl predkosc poruszania sie impulsow nerwowych; Teodor Kaluza, fizyk, ktory rozwinak teorie Einsteina, wprowadzajac do niej po raz pierwszy pojecie pieciowymiarowej przestrzeni.
Siodmy kamien
ma szczegolny znak. Tworza go cyfry 1945 i wielokropek. Po zakonczeniu II wojny swiatowej Koenigsberg znalazl sie w strefie wplywow Zwiazku Radzieckiego. Nastepnie stal sie jego czescia w ramach Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Zwiazku Radzieckiego. Nowe wladza zmieniala jego nazwe na Kaliningrad, aby w ten sposob upamietnic jednego z najblizszych wspolpracownikow Jozefa Stalina. Jak wiadomo to stare miasto z nowa nazwa stalo sie stolica obwodu kaliningradzkiego. Kiedys byl to najbardziej zachodni skrawek ZSRR, dzisiaj zachodnia enklawa Federacji Rosyjskiej. Warto byloby sprawdzic, ilu warszawiakow wie, ze Kaliningrad lezy bardziej na zachod niz stolica Polski?
Lotnictwo brytyjskie doszczetnie zbombardowalo stara, najbardziej wartosciowa czesc miasta. Ocalale domy znalazly sie pod obstrzalem artylerii podczas szturmu Armii Czerwonej na Koenigsberg. Kiedy nastala nowe, na ulicach pojawily sie spychacze i traktory, azeby wyrownac teren i wywiezc dobra cegle na stacje kolejowa, zaladowac ja do wagonow i odprawic do Leningradu. Z niej odudowano tam zniszczone domy. Na wyrownanym terenie zaczely powstawac nowe arterie komunikacyjne oraz domy mieszkalne i gmachy uzytecznosci publicznej, ktorych jakosc i forma jest powszechnie znana. Niektorym przedstawicielom wladzy radzieckiej nie podobala sie „niemczyzna” Kaliningradu. Zeby ja jakos zmniejszyc, zdemontowano wiele kosciolow i innych historycznych budowli.
Kiedy obwod kaliningradzki opuscili Niemcy, wowczas zaczeli osiedlac sie w nim ludzie z najblizszych republik zwiazkow. W ten sposob znalezli sie tutaj naplywowi Polacy, Litwini, Bialorusini, Ukraincy i ludzie innych narodowosci. Wsrod nich bylo wielu katolikow lub grekokatolikow. Jednakze wladza radziecka postanowila uczynic z tego obwodu wzorzec socjalizmu. Z tego powodu nie bylo w nim miejsca dla religii. Miejscowi katolicy mogli chrzcic swoje dzieci, doprowadzac je do pierwszej komunii swietej tylko podczas ferii i wakacji gdzies tam w Bialorusi, Litwie, czy Lotwie. To samo bylo ze slubami koscielnymi. Zmarlych chowano na cmentarzach bez ksiedza. W tym samym czasie lub nieco pozniej odprawiala sie msza pogrzebowa daleko od Kaliningradu.
Nalezy pamietac, ze Kaliningrad przez wiele lat byl miastem zamknietym. Wjazd do niego odbywal sie za przepustka. Sytuacja zmienila sie pod koniec gorbaczowowskiej pierestrojki. Dzieki tej „otwartosci” pojawili sie w nim kaplani z Litwy. Pierwsza msze swieta w Kaliningradzie odprawil ks. Anupras Gauronskas w dzien Wszystkich Swietych 1990 roku. W nastepnym roku przeniosl sie do tego miasta z polecenia swego biskupa A. Wajcziusa z diecezji Telsze. W tym samym czasie Jan Pawel II ustanowil biskupa Tadeusza Kondrusiewicza z Grodna aministratorem apostolskim dla katolikow europejskiej czesci Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Zwiazku Radzieckiego z siedziba w Moskwie i wyniosl go do godnosci arcybiskupiej. Wladyka Tadeusz bardzo dobrze wiedzial, ze odwod kaliningradzki ma procentowo najwiecej katolikow w jego apostolskiej administraturze i dlatego niezwlocznie skierowal do pracy w nim ks. Jerzego Steckiewicza z diecezji szczecinsko-kamienskiej. Z uwagi na jezyk ks. Anupras skupial wokol siebie tych, co mowili po rosyjsku i litewsku, zas o. Jerzy zajal sie tymi, ktorym byla bliska mowa rosyjska i polska.
Kolejnym posunieciem arcybiskupa Kondrusiewicza bylo erygowanie w Kaliningradzie w 1992 roku dwoch parafii. Ks. Gauronskas przejal piecze nad parafia Swietej Rodziny. Ks. Steckiewicz zostal proboszczem parafii Swietego Wojciecha. Pozniej otrzymal jeszcze nominacje na wikariusza biskupiego. Obaj kaplani poswiecili wiele czasu i sil, aby na terenie obwodu kaliningradzkiego znalezc katolikow i zalozyc prawie 35 punktow duszpasterskich, z ktorych utworzono 23 parafie. Praca duszpasterska na tym terenie nabierala rozmachu w miare pojawienia sie kaplanow i zakonow (franciszkanie konwentualni, werbisci, salezjanie, redemtorysci, siostry katarzynki, nazaretanki i schoenstadzkie). Rownoczesnia z nia zaczely starania o odzyskanie swiatyn, remonty obiektow sakralnych, ktore zostaly parafiom przekazane, a takze budowa kosciolow i domow opieki pod egida „Caritas”.
Zmiany struktur koscielnych w Rosyjskiej Federacji 1998 roku (ustanowienie czterech apostolskich administratur) i z 2002 roku (utworzenie czterech diecezji) nie zmienilo rytmu zycia koscielnego w odwodzie kaliningradzkim, nad ktorym czuwal arcybiskup Kondrusiewicz w roli apostolskiego aministratora dla katolikow Polnocy europejskiej czesci FR, czy metropolity i ordynariusza archidiecezji Matki Bozej w Moskwie.
***
Kamyki wiedzy z dna pamieci przestalem wydobywac, gdy stewardessa zapowiedziala, ze nasz samolot zbliza sie do ladowania. Spojrzalem w iluminator. Zobaczylem osniezony kawalek ladu i wielka czarna wodna plame. To Baltyk – pomyslalem. W tym samym momencie pojawila sie we mnie dlugo nieobecna wesolosc. Zaczalem nucic pod nosem „Morze, nasze morze, bedziem ciebie wiernie strzec”.
Samolot wyladowal zgodnie z planem. Na plycie lotniska przywital mnie wiatr ze zimnem i szarosc nie do opisania. Przed wejsciem do budynku lotniska czekali na pasazerow pierwsi kontrolerzy dokumentow, w srodku drudzy. Kazde lotnisko ma swoje obyczaje. Wychylam sie z kolejki do kontroli. Zamierzam pojmac wzrokiem mego nowego szefa i starego przyjaciela ks. Jerzego Steckiewicza w wysokiej randze pralata. Dostrzeglem go. Macham mu reka z paszportem. Zauwazyl mnie imachnal reka, ale inaczej.
Przy powitaniu rozesmialismy sie. Przedstawilem Jurkowi Romka i pieska Czako, zyczliwie podszeptujac, ze moj maly czworonozny przyjaciel dobremu bosowi nogawki u spodni nie podrze. Potem podzielilismy sie sprawiedliwie bagazem i poszlismy w strone parkingu.
Lotnisko Chrabrowo oddalone jest jakies 26 km od centrum miasta. Do zabudowan parafii switego Wojciecha przy ulicy Aleksandra Newskiego 88 B jest o 6 km mniej. Przez szybe pralackiej „skody” patrze na droge. Na Syberii drogi i ulice byly raczej dziurawe bardzo „dziurawe”. Tutaj jest inaczej. Na drodze blyszczy sie mokry i rowniusienko polozony asfalt, biela sie linie ciagle i przerywane, na poboczach widac wiele znakow drogowych i bilboardow. Niedaleko od drogi widac murowane poniemieckie domy, takie jakich pelno do dzis pod Wroclawiem, Szczecinem, Olsztynem i Elkiem. Sa szare, podupadle i dlatego bardzo, bardzo smutne. Dlatego wlasnie przypomnial mi sie koniec sierpnia 1963 roku. Wtedy wstepowalem do nowicjatu. Tutejsze wioski, ktore mijam po drodze, wygladaja tak jak Bagno owego roku. Na tym nieco nieciekawym tle zachcialo mi sie zobaczyc chociaz jedna sybirska drewniana chate z malowanymi okiennicami. Czegos takiego tutaj nie ma.
Ks. Pralat zadziwil mnie umiejetnoscia prowadzenia samochodu. „Wiesz, przed seminarium skonczylem technikum samochodowe w Szczecinie” – odpowiedzial mi na moj komplement. I to jeszcze nie wszystko. Pod wplywem moich spotrzezen o poniemieckich domach zaczac opowieadac historie Kaliningradu. „Skad ty to wszystko wiesz?” – zapytalem domownika papieskiego. Z odpowiedzi dowiedzialem sie, ze w jego biurku znajduje sie niedokonczona wpraca doktorska o historii Kosciola Katolickiego w obwodzie kaliningradzkim.
Wjechalimy do miasta szeroka ulica Aleksandra Newskiego. Przy niej znajduje centrum parafii sw. Adalberta, miejsce mojej pracy i zamieszkania. Zwrocilem uwage na swiezo pomalowane domy. „Na jubileusz 750-lecia istnienia naszego miasta, ktory obchodzilismy w ubieglym roku, te ulice przebudowano i odnowiono elewacje stojacych przy niej domow ” – wyjasnil pralat Jerzy. „Po niej jechali do swoich rezydencji Putin, Chirac, Schroeder, Berlusconi i patriarcha Aleksy II” – dodal.
W pewnym momencie po prawej stronie ulicy zobaczylem czerwona wieze koscielna. „Czy to juz nasza parafia?” – zapytalem. „Nie, to nowoapostolski kosciol. Nasze centrum parafialne znajduje sie 150 metrow dalej po lewej stronie” – powiedzial moj proboszcz.. I rzeczywiscie na wskazanym miejscu zobaczylem budowle w ksztalcie odwroconej litery U. W jej prawym skrzydle znajduje sie kaplica, lewe zajmuje kosciol, zas „lacznikiem” miedzy nimi jest dwupietrowy budynek z salami katechetycznymi na parterze oraz mieszkaniami ksiezy, siostr i pokojami goscinnymi na pietrach.
Po przyniesieniu bagazy do dwupokojowego mieszkania udalem sie na modlitwe do kaplicy. Pachnialo kadzidlem. Przed oltarzem stal prowizoryczny katafalk z dwoch taboretow. Nieco wczesniej zakonczyla sie liturgia pogrzebowa. Od samego poczatku poczulem sie w tym swietym miejscu jakby za pazucha u Pana Boga. Jakas przeogronna lekkosc i poczucue bezpieczenstwa wstapilo we mnie, gdy na frotowej scianie, nad zlocistym tabernaculum, zobaczylem sliczna figure Matki Boskiej Fatimskie. Pomyslalem sobie, ze w moim zyciu historia tez sie powtarza. Przed pietnastu laty w Irkucku czekala na moj przyjazd Fatimska Jasna Pani w figurze, ktora podarowal arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz. Spojrzalem na prawo od prezbiterium i zobaczylem, jak z wielkiego obrazu spogladal na mnie Milosierny Pan Jezus.Nie opieralem sie sile Jego spojrzenia. Sklonilem glowe i powiedzialem: „Jezu, ufam Tobie!” Natomiast na lewej scianie od tabernaculum zlocila sie ikona ze swietym Wojciechem w posrodku. „Tak, to jest najprawdziwsza ikona, a nie jakas tam nieudana podroba” – pomyslalem glosno. Ks. Jerzy powiedzial mi, ze napisal ja slawny wspolczesny prawoslawny „ikonopisiec” o. Zenon z monasteru w Pskowie. Przy okazji zapytalem swego przewodnika po kaplicy, czy wie dlaczego ikon sie nie maluje, lecz pisze. Odpowiedzial mi pieknie: „Ikona jest swieta ksiega, swieta historia, oknem, przez ktore widzi sie niebo”.
Z kaplicy weszlismy do refektarza, gdzie bylo mi dane zapoznac sie z zespolem duszpasterskim, ktorego czlonkiem wlasnie sie stalem. Pralat przedstawil mi swego wikariusza ks. Michaila Buszujewa oraz trzy siostry nazaretanki: przelozona wspolnoty i katechetke s. Beate Ziminska, katechetke s. Jeremie Stanska, sekretarke parafialna i opiekunke kosciola z kaplica s. Jane Kurlowicz.
„Po obiedzie zapraszam do siebie. Pogadamy.” – powiedzial pralat i poszedl wlaczyc czajnik elektryczny. Nad talerzem grochowki zamyslilem sie nad przyszloscia. Po obiedzie Romek poszedl do swego pokoju, a ja pod drzwi proboszcza.. Zapukalem. Uslyszalem grzeczne prosze. Wszedlem do pokoju, ktorego wnetrze zdominowal zapach kawy. Mimo to poprosilem o herbate. Po krotkiej wymianie zdan o tym i owym spytalem: „Co mam tutaj robic”? Nastapila chwila zastanowienia przed ponowna wymiana zdan. W koncu pojawily sie konkretne ustalenia. Poza zwyklymi kaplanskimi obowiazkami mam zaprowadzic i prowadzic nabozenstwa fatimskie, kierowac katechumenatem i przygotowaniem do sakramentu bierzmowania i malzenstwa, wznowic wydawanie gazety parafialnej, wlaczyc sie w ruch Spotkan Malzenskich.
Herbata u proboszcza byla swietna. U siebie w fotelu zdalem sobie sprawe, ze w moje zycie przyszlo nowe. Popatrzylem na puste sciany w pokoju. Czekaja, by na nich cos powiesic. Zaczne od krzyza, ikony i jakichs widokow. A w pustym miejscu miedzy meblosciana i prawdziwa sciana bedzie miesce na portret Jordana. Ojciec musi miec swoj kat u mnie.
Ks. Ignacy Pawlus SDS
Praca apostolska mająca na celu prowadzenia człowieka do zbawienia, niosła w konieczność podejmowania różnorodnych działań, które przybliżały człowiekowi Boga. Ojciec Franciszek Jordan już od początku istnienia swojego dzieła pragnął jego działaniem ogarnąć jak największa liczbę ludzi. Ewangeliczne słowa cytowane przez Ojca Jordana: „A to jest życie wieczne: aby poznali Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” , wyznaczały niejako kierunek jego działania. W pracy nad zmianą wizerunku świata, a tym samym nad poprawieniem kondycji ówczesnego człowieka, niebagatelną rolę odgrywało powołanie do pracy ściśle misyjnej. Idea misyjna towarzyszyła Jordanowi już od czasów studenckich, kiedy to spotkał jej wielkich propagatorów min. ks. Arnolda Janssena. Wiemy również, że atmosfera XIX – wiecznego Kościoła sprzyjała myślom o działalności misyjnej, a wręcz stawiała ją na pierwszym miejscu wśród różnorodnej działalności apostolskiej. Podobnie do całego Kościoła czuł i Ojciec Jordan i również jednym z jego priorytetów była działalność ewangelizacyjna w krajach zamorskich. Oprócz wielu podejmowanych w tym kierunku inicjatyw, które zakończyły się mniejszym lub większym powodzeniem, jako sztandar salwatoriańskiej działalności misyjnej za życia Jordana wysuwa się podjęcie działalności w prowincji Assam w Indiach Wschodnich.
Jordan wykazywał zainteresowanie misjami w Indiach już w roku 1889, czego dowodem może być jego korespondencja, za pomocą której próbował zbadać możliwości podjęcia tejże pracy. Wymienić tu można list do przełożonego Seminarium Misji Zagranicznych, w którym prosił o informacje na temat Assamu. Ks. Giacomo Scurati z tego seminarium odpowiedział, że klimat w tej prowincji jest dobry, podobnie rzecz na się z możliwością dotarcia na miejsce, można to bowiem uczynić droga morską, rzeczną lub lądową. Ponadto ojciec Jordan próbował zasięgnąć języka u innych znawców tamtego terenu. W konsekwencji tych prób zbadania wspomnianego kraju, zdecydował się Ojciec Jordan poprosić o przydzielenie tego terenu pod opiekę zgromadzeniu salwatorianów. W roku 1889 zwrócił się do kardynała prefekta Kongregacji Rozkrzewiania Wiary z powyższą prośbą. Wydarzenie to było niejako manifestacją misyjnego zapału założyciela, który to zapał ogarniał wielu członków Towarzystwa. W swoich licznych przemówieniach potwierdzał przekonanie, że aby zgromadzenie rozwijało się wciąż i służyło światu, konieczne jest również poświęcenie się pracy misyjnej . Doniosłą rolę tego faktu dostrzec możemy przyglądając się kondycji, w jakiej znajdowało się w owym czasie dzieło Ojca Jordana. Wysuwając bowiem propozycję przyjęcia misji i proponując w tejże, wysłanie pierwszej fazie dwóch kapłanów i jednego lub dwóch braci , pozbywał się Jordan znacznej pomocy w pracy przy promocji Towarzystwa w Europie. W momencie otrzymania odpowiednich dokumentów od Kongregacji Rozkrzewienia Wiary, całe zgromadzenie liczyło ledwie 8 kapłanów, wraz ze swoim założycielem . Podczas kongresu poświęconego Assam zapadła decyzja powierzenia działalności misyjnej Katolickiemu Towarzystwu Nauczania. Decyzja ta została zatwierdzona przez papież Leona XIII dnia 24 listopada 1889, a stosowny dekret Kongregacji Rozkrzewiania wiary został wydany przez kard. Someoniego 13 grudnia tego samego roku. Opiekę nad misją miał sprawować jej przełożony, któremu będzie przysługiwał również tytuł administratora apostolskiego wraz z ostateczną aprobatą zgromadzenia przez Stolicę Apostolską .
Przełożonm misji miał zostać ks. Otton Hopfenmuller, ponadto do Indii mieli udać się jeszcze ks. Angelus Munzloher oraz dwaj bracia zakonni Marian Schumm i Józef Bachle . Uroczyste pożegnanie misjonarzy odbyło się w kaplicy domu generalnego 17 stycznia 1890 roku. Podczas taj uroczystości Ojciec Jordan wygłosił mowę, w której - według świadków - znalazły się słowa: „ Podwójne uczucie porusza dzisiaj nasze dusze: uczucie bólu i uczucie radości. Bólem jest rozstanie z naszymi kochanymi współbraćmi; radością jednak napełnia się serce, gdy pomyślimy, że nasi kochani współbracia rozstaja się z nami dlatego, by udać się do Azji, do kraju, który jest kolebką ludzkości, aby tam głosić Chrystusa ukrzyżowanego. Przez naszych współbraci, pierwszych, których Towarzystwo wysyła, będzie tam głoszony pokój, radosna nowina Ewangelii. Ta radość musi usunąć ból! (…) Mąż apostolski działa dla zbawienia dusz w miarę jak cierpi. Dzieła Boże udają się tylko w cieniu krzyża. Będziecie ratować duszę przez pracę, trud i pot, a może nawet przez własną krew” . Widzimy więc, że sprawa misji była dla Ojca Jordana sprawą na tyle priorytetową, iż w jej wykonaniu nie mogła przeszkodzić nawet obawa możliwego męczeństwa.
Od chwili przybycia nowi misjonarze napotkali liczne trudności w wypełnianiu swojego apostolskiego posłannictwa. Pierwszym była oczywiście sprawa nieznajomości miejscowego języka, co skutkowało trudnościami w kontakcie z miejscową ludnością. Ponadto jeśli chodzi infrastrukturę terenu praktycznie wszystko trzeba było zaczynać od początku. Myśląc o stworzeniu szpitali czy szkół należało tę budowę zaczynać od podstaw. Ze względu na to, że do tej pory misje katolickie praktycznie na tym terenie nie istniały, nie można było również mówić o szkolnictwie katolickim, tak cennym w procesie ewangelizacji. Istniała natomiast dość dobrze rozbudowana sieć szkół prowadzonych przez metodystów. W okresie przybycia misjonarzy, metodyści mogli pochwalić się 774 szkołami, w których pracowało ponad 800 nauczycieli . Również samo ukształtowanie terenu stanowiło spory problem dla przybyłych z Europy misjonarzy. Wysokie wzgórza i liczne doliny rzek utrudniały komunikację i docieranie do rozproszonych po kraju wiernych. Kard. Oreglia di Stefano tak prezentował tereny Assamu: „Prowincja Assamu jest położona pomiędzy 24 i 28 stopniem szerokości północnej oraz 45 i 97 stopniem długości wschodniej. Jej powierzchnia wynosi 47 tysięcy kilometrów kwadratowych. W1881 ludność wynosiła 4 881 426” .
Administrator apostolski, którym został ks. Otto Hopfenmuller, dzieląc się z prefektem Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, wyrażał nadzieję na pomyślny rozwój działalności salwatorianów wśród miejscowej ludności. Ludność ta należąca do ludu Khasi była bowiem przychylnie usposobiona do misjonarzy a pełna przykładu praca misjonarzy rodziła nadzieje na przyszłość . W początkowym etapie działalności misjonarze odwiedzając miejscowych katolików korzystali z pomocy tłumacza. Sprawowali również sakramenty, nawet spowiedź korzystając z odpowiednich drukowanych pomocy. Ks. Otto informował ciągle założyciela o postępach w pracy i przewidywanych potrzebach w przyszłości. Widział on konieczność w materialnej rozbudowy misji przez budowę Kościoła, konwentu sióstr a także szpitala, sierocińca i szkoły. W tym podjął próby uzyskania pomocy materialnej z europejskich organizacji oferujących taka pomoc min. ze stowarzyszeń misyjnych w Monachium i Lyonie . Przełożony misji wysłał również prośbę do Ojca Jordana o udzielenie młodej placówce wsparcie personalnego. W lipcu 1890 roku poinformował założyciela o wydrukowaniu pierwszego egzemplarza katechizmu w języku Khas i jednocześnie o nie mniej radosnej informacji, że kongregacja misyjna z Lyonu przyznała misji wsparcie pieniężne w wysokości 3 182. rupii. Przyznać trzeba, iż zwłaszcza wydanie egzemplarza katolickiego katechizmu w języku Khasi było doniosłym wydarzeniem. Miejscowa ludność, która zdecydowała się przejść na chrześcijaństwo, wybierała raczej protestantyzm. Jego głosiciele bowiem już od wielu lat prezentowali liczne publikacje we wspomnianym języku. W tym momencie jednak wspaniale rozpoczynające się dzieło misyjne spotkał straszliwy cios. Dnia 21 sierpnia 1890 roku na skutek zapalenia opon mózgowych zmarł przełożony misji ks. Otto Hopfenmuller . Jego współpracownik ks. Angelus pisał do założyciela: „O mój kochany Ojcze! Cóż za straszny ból. Trudno mi go przedstawić. Cóż mamy teraz począć? Proszę nam przysłać jakiegoś przełożonego, gdyż my tu jesteśmy dziećmi. Ks. Otto miał prawdopodobnie, jak twierdzi lekarz, zapalenie mózgu. To jedno mnie pociesza, iż mam przeświadczenia, że oktawę Wniebowzięcia NMP obchodzi już w niebie. Żył przecież jak święty! Niestety ofiary salwatoriańkich misjonarzy nie skończyły się na tym nieszczęśliwym wydarzeniu, dnia 30 sierpnia zmarł kolejny z nich, br. Marian Schumm .
Pomimo tak wielkiej straty Ojciec Jordan nie zamierzał zaprzestawać działalności misyjnej, a wręcz przeciwnie postanowił wspierać ją, wysyłając kolejnych misjonarzy. Już 12 grudnia 1890 wyjechali do Indii kolejni czterej salwatorianie: księża Ignatius Bethan, Jan Gruchot, Matthaeus Baukhage oraz brat zakonny Ciro Disclafani. Wraz z nimi wyjechała do Assam pierwsza grupa trzech sióstr salwatorianek . Przełożonym misji po śmierci ks. Otto został jego pierwszy współpracownik ks. Angelus Munzloher, który pomimo wielu nękających misję trudności potrafił ją rozwijać w sposób imponujący. W jego planie był min. wybudowanie kolegium, w którym mogłaby się kształcić młodzież przeznaczona w późniejszym czasie także do życia zakonnego. Zwracając uwagę na sprawę szkolnictwa ks. Angelus podkreślał sprawę tak ważną również dla Ojca Jordana. Wykazywał, ze najlepszą drogą do wpływania na świat, w którym salwatorianie pracują, będzie kształcenie dzieci i młodzieży i przez tę pracę wpływanie na kształt społeczeństwa . Sam Jordan zdając relacje z pracy misyjnej salwatorianów na terenach indyjskich pisał: „Obecnie i nasi kapłani posiadają trzy stacje. Ponadto rozpoczęli zakładanie innych mniejszych stacji, które w równym stopniu starają się administrować. Centralna stacją jest Shillong, gdzie nasi misjonarze mają mieszkania: jest ono położone na przepięknym wzgórzu St. Mary Hill, poprzednio Hopokin’s Hill, kupionego przez przełożonego misji i zwanego przez Khasi: Lum Tyng Kong. Tam wzniesiono kolegium z kaplicą publiczną” . Następne lata to kolejni przełożeni i dalsze lata rozwoju misji w Assam mimo potężnych czasem trudności, jak np. trzęsienie ziemi, które nawiedziło stacje misyjną w roku 1894 i praktycznie doszczętnie zniszczyło owoce pracy wielu lat. Nawet jednak tak dotkliwy cios nie zmusił Ojca Jordana do wycofania się podjętej tam pracy. Salwatoriańscy misjonarze pracowali w Assam do roku 1915, kiedy to władze angielskie pozostające w stanie wojny z Niemcami i Austrią, postanowily deportować wszystkich obywateli tych krajów z terenu Indii. Niestety wszyscy misjonarze salwatoriańscy pracujący na tym terenie posiadali obywatelstwo wspomnianych mocarstw, w związku z czym musieli opuścić misje, na której pracowali wiele lat .
Opisana powyżej, w wielkim skrócie, działalność duchowych synów Ojca Jordana w Indiach ukazuje jasno, jak wieki sentyment żywił on do owej działalności i jak wielkie nadzieje w niej pokładał. To przykład najbardziej sztandarowy i okupiony chyba największymi ofiarami ze strony całego zgromadzenia, jego członków jak i założyciela. Pomimo wciąż niewielkiej liczby członków nowego zgromadzenia Ojciec Jordan od 17 stycznia 1890 roku do roku 1915 posłał do Apostolskiej Prefektury Assamu 41 swoich duchowych synów. W owym czasie pracowało tam również 20 sióstr salwatorianek. A była to przecież tyko jedna z kilkudziesięciu fundacji przez niego założonych . Powyższe dane jasno uświadamiają nastawienie założyciela do sprawy misji i jego rozumienie konieczności tej działalności dla dobra świata, do którego salwatorianie zostali posłani. Wyraził to znakomicie słowami: „Dopóki żyje na świecie choćby jeden człowiek, który nie zna Boga i nie kocha Go ponad wszystko, nie wolno ci ani na chwilę spocząć” .
Czcigodnym braciom i umiłowanym synom pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie
1. Głoszenie Ewangelii ludziom naszych czasów, pełnym nadziei, ale również często nękanym lękiem i trwogą, należy uważać bez wątpienia za służbę świadczoną nie tylko społeczności chrześcijan, ale także całej ludzkości. Dlatego obowiązek umacniania braci — który otrzymaliśmy od Chrystusa Pana wraz z urzędem Następcy Piotra1 i który uważamy za naszą codzienną troskę2, za program życia i działania oraz za pierwszorzędną cząstkę Naszego Pontyfikatu — wydaje się Nam o wiele wyższy i pilniejszy, gdy chodzi o umacnianie Naszych braci w dziele ewangelizacji, aby oni w tych niepewnych i burzliwych czasach wykonywali to dzieło z coraz 'większą miłością, gorliwością i radością.
2. To właśnie chcemy czynić obecnie, pod koniec Roku Świętego, w ciągu którego Kościół, „usiłując głosić Ewangelię wszystkim ludziom”8, niczego innego nie miał na oku, jak tylko pełnienie misji zwiastuna Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa, szerzonej przez siebie na mocy tego podwójnego podstawowego zlecenia: „Przyobleczcie nowego człowieka”4 i „Pojednajcie się z Bogiem”5
Skłania Nas do tego dziesiąta rocznica zakończenia II Soboru Watykańskiego, którego postulaty dadzą się streścić w tym jednym: dokładać starań, żeby Kościół XX wieku stał się bardziej zdatny do głoszenia Ewangelii ludziom tegoż stulecia.
Pragniemy to uczynić w rok po odprawieniu trzeciego ogólnego zebrania Synodu Biskupów — który jak wiadomo rozpatrywał problem ewangelizacji — i to tym bardziej, że sami Ojcowie Synodu żądali tego od Nas. W rzeczy samej, kiedy zakończył się wspomniany Synod, postanowili oni owoc swojej pracy powierzyć z wielkim zaufaniem i prostotą w ręce Pasterza Kościoła powszechnego, oświadczając, że oczekują od Biskupa Rzymskiego nowego bodźca, który by Kościołowi, jeszcze głębiej przenikniętemu nieśmiertelną siłą i mocą Pięćdziesiątnicy, mógł przynieść nowe szczęśliwe czasy dla ewangelizacji6.
3. My sami raz po raz uwypuklaliśmy wagę problemu ewangelizacji na długo przed odbyciem Synodu: „Warunki społeczne— mówiliśmy do Świętego Kolegium Kardynałów, dnia 22 czerwca 1973 roku — zmuszają nas wszystkich do zrewidowania metod i poszukiwania z całych sił takich dróg i sposobów, za pomocą których można by ludziom naszego wieku głosić orędzie chrześcijańskie, w którym jedynie będą mogli znaleźć odpowiedź na swe pytanie, a także zaczerpnąć siły do wypełniania obowiązków, jakie nastręcza wzajemne współżycie ludzi”7. Do tych słów dodamy tu jeszcze, że, aby należycie odpowiedzieć na przynaglające nas postulaty Soboru, jest rzeczą konieczną, abyśmy nie tylko mieli przed oczyma dziedzictwo wiary, które Kościół winien przekazywać całe i nienaruszone, lecz także, abyśmy podawali to dziedzictwo dzisiejszym ludziom sposobem możliwie jasnym i przekonywującym.
4. Na tej wierności względem orędzia, któremu służymy, a także względem ludzi, którym winniśmy przekazywać je całe i żywe, zasadza się sedno ewangelizacji. Stawia ona trzy bardzo trudne kwestie, którymi pilnie zajmowali się Ojcowie Synodu w 1974 roku:
— Jak mianowicie ma się dziś sprawa tej mocy tkwiącej w orędziu ewangelicznym, która ma przenikać do głębin sumienie człowieka?
— Do jakiego stopnia i jak ta moc Ewangelii skuteczna jest w prawdziwym przemienianiu ludzi obecnego stulecia?
— Jakich metod należy używać w głoszeniu Ewangelii, żeby jej moc zaktualizować?
Te pytania już wyraźnie uwydatniają problem, jaki Kościół dzisiaj sobie stawia, a który można wyrazić tymi słowami: czy Kościół po Soborze oraz mocą Soboru — który trzeba wpisać w karty najnowszej historii jako godzinę Bożą — czuje się bardziej zdolny do głoszenia Ewangelii oraz do świadomego, wolnego i skutecznego jej wpajania w serca ludzi, czy też nie?
5. Wszyscy dostrzegamy, iż nagli konieczność dania na to pytanie, szczerej, pokornej i odważnej odpowiedzi, oraz wyciągnięcia z niej zasad postępowania. Powodowani „troską o wszystkie Kościoły”8, chcemy pomóc Naszym Braciom i Synom do odpowiedzi na pytania, w tym przedmiocie. Oby słowa Nasze, dotyczące rozważania nad sprawą ewangelizacji, w oparciu o bogaty dorobek samego Synodu, stały się zaproszeniem dla całego Ludu Bożego w Kościele, zgromadzonego w celu przeprowadzania tego rodzaju rozważań, i aby rozbudziły we wszystkich nowe starania, najbardziej zaś w tych, „którzy trudzą się głoszeniem słowa i nauczaniem”9, ażeby każdy z nich przykładał się do „należytego traktowania słowa prawdy”10 i ażeby wykonywał dzieło ewangelisty poprzez doskonałe wypełnianie swej własnej posługi.
Wydaje się Nam, że taka Adhortacja ma kluczowe znaczenie, ponieważ głoszenie ewangelicznego orędzia nie jest czymś takim, co Kościół mógłby dowolnie albo wykonywać, albo nie wykonywać, ale jest zadaniem i obowiązkiem, nałożonym mu przez Pana Jezusa, ażeby ludzie mogli wierzyć i dostąpić zbawienia. Głoszenie Ewangelii jest zgoła konieczne, jest jedyne w swoim rodzaju i nic go nie może zastąpić.
Nie znosi ono niedbalstwa, ani mieszania zasad Ewangelii z zasadami innych religii, ani jakiegoś dostosowywania, ponieważ od niego zależy cała sprawa zbawienia ludzi i w nim zawierają się najpiękniejsze treści boskiego Objawienia. Ono nie wymaga mądrości ludzkiej, ale samo z siebie może wzbudzić wiarę: wiarę, mówimy, która opiera się na mocy Bożej11. Ono jest Prawdą, i dlatego trzeba, żeby głosiciel prawdy poświęcił jej cały swój czas i wszystkie swe siły, a jeśli zajdzie konieczność, aby i życie samo złożył w ofierze.
6. Świadectwo, które Chrystus dał o sobie, a św. Łukasz przytacza w swej Ewangelii — „Muszę głosić Słowo Boże”12 — ma wielkie zaiste znaczenie, gdyż jednym słowem określa całe posłannictwo Jezusa: „Ponieważ na to zostałem posłany”13. Te słowa nabierają swego pełnego znaczenia, gdy porówna się je z wcześniejszymi tekstami ewangelicznymi, w których Chrystus stosuje do siebie zapowiedź Izajasza proroka: „Duch Pański nade mną; dlatego mnie namaścił, abym głosił Ewangelię ubogim”14.
Jezus wyznaje, że właściwym zadaniem, dla którego wypełnienia został posłany przez Ojca, jest nieść radosną nowinę od miasta do miasta, w pierwszym rzędzie ubogim, którzy często są chętniejsi do jej przyjęcia15: iż mianowicie wypełniły się obietnice Przymierza, danego przez Boga. Wszystkie też elementy Chrystusowej tajemnicy — Wcielenie, cuda, nauka, powołanie uczniów, posłanie dwunastu Apostołów, krzyż i Zmartwychwstanie, nieustanna obecność Jego wśród swoich — należały do czynności ewangelizacyjnej.
7. Podczas obrad synodalnych Biskupi bardzo często podnosili tę prawdę, że sam Jezus, Ewangelia Boga, był pierwszym i największym głosicielem Ewangelii. Takim był aż do końca, aż do doskonałego wypełnienia i do ofiary za swojego ziemskiego życia.
Głosić Ewangelię; jakież znaczenie Chrystus przyznaje temu powierzonemu sobie zadaniu? Niełatwo jest przedstawić całościowo i dokładnie, czym rzeczywiście jest ta funkcja, jakie zawiera elementy, jakimi sposobami winna być uskuteczniana ewangelizacja, taka jak ją Chrystus pojmował i doprowadził do skutku. Zresztą, usiłowania celem dokonania takiej syntezy nigdy nie osiągną kresu. Niech więc wystarczy nam wspomnieć niektóre, główne elementy.
8. Chrystus, jako głosiciel Ewangelii, przede wszystkim wieści Królestwo, Królestwo Boże, któremu przypisuje taką ważność, że wszystko inne w zestawieniu z nim stanowi dodatkową „resztę”16. Dlatego Królestwo Boże trzeba uważać za coś absolutnego, a wszystko inne należy od niego uzależniać. Chrystus Pan lubił różnorako opisywać szczęście przynależenia do tego królestwa; szczęście, na które składają się pewne zadziwiające rzeczy, odrzucone przez świat17. Określił też postulaty tego Królestwa i jego „Wielką Kartę”18, jego głosicieli19, tajemnice20, jego dzieci21 czuwanie i wierność, jakich wymaga się od tych, którzy oczekują jego ostatecznego przyjścia22.
9. Jako szczyt i centrum swej Dobrej Nowiny, Chrystus zwiastuje zbawienie, wielki dar Boga, który należy uważać nie tylko za uwolnienie od wszystkiego, co człowieka uciska, ale przede wszystkim za wyzwolenie go od grzechu i od Złego, wiążące się z radością, jakiej ktoś zażywa, gdy poznaje Boga i jest przez Niego poznawany, gdy Boga widzi i w Nim ufnie spoczywa. To wszystko zaczyna się dziać za życia Chrystusa i na zawsze przygotowuje się przez Jego śmierć i zmartwychwstanie; ale ma być cierpliwie prowadzane dalej w ciągu historii aż całkowicie wypełni się w dniu ostatecznego przyjścia Chrystusa; nikt nie wie, kiedy ono nastąpi, oprócz Ojca23.
10. To „Królestwo” i to „Zbawienie” — wyrazy te są kluczowymi dla zrozumienia ewangelizacji Jezusa Chrystusa — może otrzymać każdy człowiek jako łaskę i miłosierdzie; wszakże każdy zdobyć je musi siłą — bo jak Pan mówi, gwałtownicy je porywają24 — pracą i cierpieniem, życiem prowadzonym według zasad Ewangelii, zaparciem się siebie i krzyżem, duchem ewangelicznych błogosławieństw. A przede wszystkim te dobra każdy może osiągnąć przez duchowe odnowienie samego siebie, które Ewangelia nazywa „metanoia”25, mianowicie przez nawrócenie całego człowieka, które w pełni przemienia jego ducha i serce.
11. Obwieszczanie Królestwa Bożego przez Chrystusa dokonuje się przez przepowiadanie słowa, jakiemu równego nigdzie nie znajdziesz: „Cóż to za nauka nowa? że z mocą ... nakazuje;26 A wszyscy Mu przyświadczali: i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego;27 Nigdy człowiek tak nie przemawiał”28. Bo słowa Chrystusa odkrywają tajemnice Boga, Jego zamysł oraz Jego obietnice, i dlatego przemieniają serce człowieka i jego los.
12. Chrystus dokonuje także obwieszczenia Królestwa za pomocą niezliczonych znaków, które wzbudzają podziw u rzesz, a równocześnie pociąga je do siebie, poruszane pragnieniem widzenia Go, słuchania i nawrócenia się za Jego przyczyną: należą tu uzdrowienia chorych, przemiana wody w wino, rozmnożenie chleba, wskrzeszenie zmarłych. Z tego wszystkiego powstaje znak, któremu On przypisuje wielką wagę; mali czy ubodzy przyjmują Ewangelię, stają się Jego uczniami, gromadzą się „w Jego imię”, tworząc wielką społeczność tych, co w Niego wierzą. Bo Jezus, który stwierdza: „muszę głosić Królestwo Boże”29, jest tym samym Jezusem, o którym Jan Ewangelista zapewnił, że przyszedł i umarł po to, „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”30. W taki więc sposób sam dokonuje swego objawienia, dopełniając je i potwierdzając poprzez świadectwa, jakie daje o sobie poprzez swoje słowa i czyny, przez znaki i cuda, a najbardziej przez swoja mękę i zmartwychwstanie, przez posłanie Ducha Prawdy31.
13. Ci, którzy szczerym sercem przyjmują Dobrą Nowinę, mocą tejże Nowiny oraz wspólnej wiary gromadzą się w imię Jezusa, ażeby razem szukać Królestwa, budować je i wprowadzać je do swego życia. I tak tworzą wspólnotę, która z kolei staje się głosicielką Ewangelii. Rozkaz dany Dwunastu — „Idźcie, głoście Ewangelię” — dotyczy wszystkich chrześcijan, chociaż na różny sposób. To jest przyczyną, dlaczego Piotr nazywa ich „ludem nabytym, aby głosił potęgę tego, który z ciemności wezwał ich do swego przedziwnego światła”32, mianowicie aby głosił te wielkie sprawy Boże, jakie każdy z wiernych mógł usłyszeć w swym własnym języku33. Zresztą, Ewangelia Królestwa, które przyszło i już się rozpoczęło, odnosi się do wszystkich ludzi wszystkich czasów. Ci więc, którzy tę nowinę przyjęli i jej mocą gromadzą się we wspólnotę zbawienia, mogą i powinni przekazywać ją i rozpowszechniać.
14. Kościół to dobrze wie, ponieważ jest świadomy, że słowa Zbawiciela — „muszę głosić Królestwo Boże”34 — jak najprawdziwiej odnoszą się do niego. I chętnie dodaje ze św. Pawłem: „To, że głoszę Ewangelię, nie jest mi powodem do chwały. Świadomy jestem ciążącego na mnie obowiązku; biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”35. A co się Nas tyczy, to pod koniec zjazdu Biskupów w październiku 1974 roku z wielką radością i pociechą słuchaliśmy tych wspaniałych słów: „Ponownie chcemy to z naciskiem stwierdzić, że nakaz głoszenia Ewangelii wszystkim ludziom jest pierwszorzędnym i naturalnym posłannictwem Kościoła”;36 nakaz ten i posłannictwo zobowiązuje tym bardziej w dobie wielkich i poważnych przemian w dzisiejszym społeczeństwie. Obowiązek ewangelizacji należy uważać za łaskę i właściwe powołanie Kościoła; wyraża on najprawdziwszą jego właściwość. Kościół jest dla ewangelizacji, czyli po to, aby głosił i nauczał słowa Bożego, ażeby przez nie dochodził do nas dar łaski, żeby grzesznicy jednali się z Bogiem, a wreszcie żeby uobecniał nieustannie ofiarę Chrystusa w odprawianiu Mszy św., która jest pamiątką Jego śmierci i chwalebnego Zmartwychwstania.
15. Ten, kto wczytuje się w księgi Nowego Testamentu, zwraca uwagę na początki Kościoła i uważnie bada poszczególne etapy jego rozwoju oraz sposób życia i działania, nie może nie zauważyć, że ewangelizacja wiąże się z jego najgłębszą istotą:
— Kościół bierze swój początek z ewangelizacji Jezusa i dwunastu Apostołów; jest jakby naturalnym owocem tego dzieła, owocem zamierzonym, najbliższym i najbardziej widocznym: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody”37, I rzeczywiście, ci, którzy „przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni; i przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz ... Pan zaś pomnażał codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia”38.
— Kościół, zrodzony z tego rodzaju misji, z kolei sam został posłany przez Jezusa. Pan chwały wrócił do Ojca, a on zostaje na świecie. Jest jakby znakiem przyciemnionym, a zarazem jasnym nowej obecności Jezusa, Jego odejścia i pozostania. On nieprzerwanie je przedłuża.
Przede wszystkim zaś Kościół powinien ustawicznie prowadzić Jego własną misję i Jego dzieło ewangelizacji39. Wspólnota chrześcijan nigdy nie zamyka się sama w sobie; jej życie wewnętrzne — życie modlitwy, słuchanie słowa i nauki Apostołów, wykonywanie miłości braterskiej, łamanie chleba40 — osiąga swą pełną moc tylko wtedy, kiedy staje się świadectwem, wzbudza podziw, rodzi nawrócenie, staje się przepowiadaniem i obwieszczaniem Ewangelii. I tak cały Kościół podejmuje misję ewangelizacji, a działanie każdego z osobna bardzo pomaga wszystkim.
— Kościół jako głosiciel Ewangelii, zaczyna swe dzieło od ewangelizowania samego siebie. Jako wspólnota wierzących, jako wspólnota nadziei wyrażanej życiem i dzielonej z innymi oraz wspólnota braterskiej miłości, musi ciągle słuchać tego, w co wierzy, i motywów swej nadziei, i nowego przykazania miłości. Jako Lud Boży, który żyje wśród świata i często jest kuszony przez jego bożki, ustawicznie musi przyjmować wieść o „wielkich sprawach Bożych”41, dzięki którym nawrócił się do Pana, żeby znowu być przezeń wzywanym i zgromadzonym w jedno. Mówiąc krócej, Kościół zawsze winien być ewangelizowany, żeby mógł zachować swą świeżość, żarliwość i moc w głoszeniu Ewangelii. Sobór Powszechny Watykański II wspomniał42, a Synod Biskupów w roku 1974 mocno podjął na nowo ten argument o Kościele, jako ewangelizującym siebie samego poprzez ustawiczne nawracanie się i odnawianie, aby mógł wiarygodnie ewangelizować świat.
— W Kościele został złożony depozyt Dobrej Nowiny, celem głoszenia jej ludziom. Obietnice Nowego Przymierza, spełnione w Jezusie Chrystusie, nauka Pana i Apostołów, Słowo życia, źródło łaski i dobroci Bożej, droga zbawienia: to wszystko zostało powierzone Kościołowi. Tych dóbr, zawartych w Ewangelii, a zatem i w ewangelizacji, strzeże on jako żywy i drogocenny depozyt, nie po to, aby on pozostał w ukryciu, ale żeby zanosić go do ludzi.
— Kościół, będąc posłany i ewangelizowany, sam z kolei posyła głosicieli Ewangelii. Wkłada niejako w ich usta słowo zbawienia; wyjaśnia im nowinę, którą posiada w swym depozycie, daje im taki sam rozkaz, jaki on otrzymał i posyła ich na przepowiadanie: nie na przepowiadanie siebie samych, ani swoich własnych pomysłów43, ale Ewangelii; ani oni, ani sam Kościół nie są jej absolutnymi panami i nie mają władzy dowolnego jej używania, ale są tylko sługami, którzy mają ją szerzyć z zachowaniem najwyższej wierności.
16. Tak więc pomiędzy Chrystusem, Kościołem i ewangelizacją zachodzi jak najściślejszy związek. W tym „czasie Kościoła” on sam posiada powierzony sobie urząd ewangelizowania. Nie godzi się wykonywać tego urzędu bez niego, albo tym bardziej przeciw niemu.
Trzeba krótko wspomnieć, że nie bez bólu słyszymy w naszych czasach o ludziach — chociaż kierowanych dobrą wolą, jak chcemy wierzyć, ale z całą pewnością schodzących z prawej drogi, którzy często twierdzą, że chcą kochać Chrystusa, ale nie Kościół. Jak niedorzeczny jest taki rozdział, jasno wynika ze zdania Ewangelii: „Kto wami gardzi, Mną gardzi”44. Z jakiej racji ktoś mówi, że chce kochać Chrystusa, jeśli nie kocha Kościoła, skoro jednym, najwspanialszym ze wszystkich świadectw o Chrystusie jest ta wypowiedź św. Pawła: „Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie?”45
17. W dziele ewangelizacji Kościoła są niewątpliwie takie elementy i aspekty, które należy zachować. Owszem, niektóre z nich są tak ważne, że niekiedy uważa się je za decydujące zgoła o całej ewangelizacji. I tak ewangelizację można określić jako pokazywanie Chrystusa Pana tym, którzy Go nie znają, jako kaznodziejstwo, katechizację, chrzest i udzielanie innych Sakramentów.
Wszakże żadna taka niepełna i niedoskonała definicja nie może zadośćuczynić bogatej, wielostronnej i dynamicznej rzeczywistości, jaką jest ewangelizacja, żeby nie zaistniało równocześnie niebezpieczeństwo osłabienia jej sensu lub nawet zniekształcenia. W żaden bowiem sposób nie można jej pojąć bez uwzględnienia w jednym wejrzeniu wszystkich koniecznych jej czynników.
Te czynniki mocno uwydatnione na wspomnianym Synodzie Biskupów, są obecnie pod wpływem tych obrad synodalnych jeszcze głębiej badane. Cieszymy się, że zgadzają się one z elementami, jakie podał II Sobór Watykański, szczególnie w Konstytucjach: „Lumen Gentium”, „Gaudium et Spes” i w Dekrecie „Ad Gentes”.
18. Kościół rozumie, że ewangelizacja jest tym samym, co zanoszenie Dobrej Nowiny do wszelkich kręgów rodzaju ludzkiego, aby przenikając je swą mocą od wewnątrz, tworzyła z nich nową ludzkość: „Oto czynię wszystko nowe”46. Wszakże nie powstanie nowa ludzkość, jeśli wpierw nie powstaną nowi ludzie, odnowieni przez chrzest,47 i przez życie według Ewangelii48. Celem ewangelizacji jest więc owa wewnętrzna przemiana. W razie potrzeby wyjaśnienia tego krótko, można słusznie i prawdziwie powiedzieć, że Kościół wtenczas ewangelizuje, kiedy boską mocą tej Nowiny, jaką głosi49, stara się przemienić sumienie poszczególnych ludzi i wszystkich razem, potem także ich działalność, a wreszcie ich życie i całe środowisko, w jakim się obracają.
19. Mówimy o kręgach rodzaju ludzkiego, które należy przemienić: Otóż Kościół nie tylko ma głosić Ewangelię w coraz odleglejszych zakątkach ziemi i coraz większym rzeszom ludzi, ale także mocą Ewangelii ma dosięgnąć i jakby przewracać kryteria oceny, hierarchię dóbr, postawy i nawyki myślowe, bodźce postępowania i modele życiowe rodzaju ludzkiego, które stoją w sprzeczności ze słowem Bożym i planem zbawczym.
20. To wszystko można tak wyrazić: należy ewangelizować i to nie od zewnątrz, jakby się dodawało jakąś ozdobę czy kolor, ale od wewnątrz, od centrum życiowego i korzeni życia — czyli należy przepajać Ewangelią kultury, a także kulturę człowieka, w najszerszym i najpełniejszym znaczeniu, jakie te wyrazy mają w Konstytucji „Gaudium et Spes”50, gdzie zawsze wychodzi się od osoby ludzkiej i zawsze zwraca się do związków między osobami oraz do ich łączności z Bogiem.
Ewangelia, a zatem i ewangelizacja, nie mogą być utożsamiane z jakąś kulturą, bo niezależne są od wszystkich kultur. Niemniej Królestwo, ogłoszone w Ewangelii, wprowadzają w życie ludzie, którzy przynależą do swojej określonej kultury, i w budowaniu tego Królestwa muszą korzystać z pewnych elementów kultury i kultur ludzkich. Chociaż Ewangelia i ewangelizacja nie należą właściwie do żadnej z kultur, to jednak nie znaczy, że nie mogą się z nimi łączyć, ale wręcz przeciwnie, zdolne są je przenikać, nie oddając się w służbę żadnej z nich.
Rozdźwięk między Ewangelią a kulturą jest bez wątpienia dramatem naszych czasów, jak był nim także w innych epokach. Dlatego trzeba dołożyć wszelkich starań i zabiegów, żeby ewangelizować troskliwie ludzką kulturę, czy raczej same kultury. Jest rzeczą konieczną, żeby się one odrodziły na skutek swego zespolenia z Dobrą Nowiną. Jednakże to zespolenie nie nastąpi bez głoszenia Dobrej Nowiny.
21. To głoszenie winno przede wszystkim dokonywać się przez świadectwo: oto widzimy jakiegoś chrześcijanina albo grupę chrześcijan, którzy wpośród społeczności ludzkiej, w której żyją, okazują, że umieją innych rozumieć, przyjąć, dzielą razem z innymi dolę i los życia, solidaryzują się ze wszystkimi, co zmierzają do pielęgnowania tego, co szlachetne i dobre. Ponadto widzimy tych ludzi prostych, co z własnej woli szerzą wiarę w pewne dobra duchowe, stojące wyżej ponad wartościami pospolitymi, oraz nadzieję w rzeczywistość niewidzialną, jakiej nawet odważna myśl wytworzyć nie może. Za pomocą tego cichego świadectwa owi chrześcijanie podsuwają tym, co patrzą na ich życie, nieuniknione pytania: Dlaczego są takimi? dlaczego tak żyją, co albo kto ich do tego pobudza? dlaczego przebywają między nami? Takie świadectwo już jest wieszczeniem Dobrej Nowiny, milczącym, ale bardzo mocnym i skutecznym. Już tutaj ma miejsce jakiś początek ewangelizacji. Te pytania może pierwsze postawi sobie wielu niechrześcijan, czy to będą ludzie, którym nigdy nie mówiono o Chrystusie, czy ochrzczeni, ale nie praktykujący życia chrześcijańskiego, czy tacy, co żyją w społeczności chrześcijan, ale nie według zasad chrześcijańskich, czy ludzie boleśnie poszukujący czegoś lub „Kogoś”, kogo przeczuwają, a nie umieją nazwać. Podniosą się też inne, wyższe i natarczywsze pytania; rozbudzi je to samo świadectwo, jako że postuluje obecność, współuczestnictwo i wspólnotę życia i jest konieczną, z reguły pierwszą częścią ewangelizacji51. Do dawania takiego świadectwa powołani są wszyscy chrześcijanie, którzy z tej racji mogą być prawdziwymi głosicielami Ewangelii. Szczególnie myślimy tu o obowiązku i zadaniu emigrantów w tych krajach; które ich przyjęły w gościnę.
22. Ale to nie wystarczy, ponieważ nawet najpiękniejsze świadectwo przestanie wreszcie kiedyś oddziaływać bez objaśnienia, podbudowania i rozwinięcia go przez jasne i niedwuznaczne wieszczenie Pana Jezusa. To właśnie chciał wyrazić Święty Piotr w słowach: „bądźcie zawsze gotowi do uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”52. Dlatego Dobra Nowina obwieszczona przez świadectwo życia, musi być wcześniej czy później obwieszczona także słowem życia. Nie ma prawdziwej ewangelizacji bez głoszenia imienia i nauki, życia i obietnic, Królestwa i tajemnicy Jezusa Nazareńskiego, Syna Bożego.
Cała historia Kościoła, od mowy Piotra w dzień Pięćdziesiątnicy i później, miesza się i zlewa z historią tego przepowiadania. Kościół, w każdym okresie historii ludzkiej, stale przejęty pragnieniem i żądzą ewangelizowania, odczuwał jedną troskę i niepokój: Kogo posłać na głoszenie tajemnicy Chrystusa? W jakiej mowie przepowiadać tę tajemnicę? Jak to robić, żeby była zrozumiana i dotarła do wszystkich, co mają jej słuchać? To wieszczenie — kerygmat, kazanie lub katecheza — zajmuje tak ważne miejsce w ewangelizacji, że często określa się je tą nazwą. Jednak jest to tylko część ewangelizacji.
23. Przepowiadanie osiąga swą pełną moc i znaczenie tylko wtedy, kiedy jest słuchane, przyjęte, przyswojone i kiedy w tym, kto je przyjmuje, wznieca przylgnięcie całą duszą. Ktoś mianowicie przyjmuje prawdy, które Bóg miłosierny objawił. Ale o wiele bardziej uznaje program życia — życia już odmienionego — jaki one proponują. Mówiąc krótko, ktoś przystaje do Królestwa, tzn. do „nowego świata”, do nowego porządku rzeczy, do nowej drogi istnienia, do nowej zasady życia i to życia we wspólnocie, ustanowionego przez Ewangelię. Takie przystanie, którego nie można oderwać od konkretów życia, ujawnia się w rzeczy samej przez dostrzegalne i dotykalne czyjeś wejście do społeczności wiernych. Tak więc ci, którzy odmienili swe życie, wstępują do wspólnoty, która ze swej natury jest znakiem przemiany i nowości życia, tj. do Kościoła, widzialnego sakramentu zbawienia53. Ale to wejście do wspólnoty kościelnej ujawnia się z kolei w wielu innych znakach, które znak Kościoła rozszerzają i wyjaśniają. Zgodnie z dynamiczną siłą ewangelizacji, ten kto przyjmuje Ewangelię jako Słowo zbawienia54, zwykle przenosi je na znaki sakramentalne; na przylgnięcie do Kościoła i na przystępowanie do Sakramentów, które to przylgnięcie ukazują i umacniają przez łaskę, jakiej udzielają.
24. Ten wreszcie, kto przyjął Ewangelię, z kolei ewangelizuje innych. To jest dowodem prawdy, to jest probierzem ewangelizacji: Bo nie można pojąć, żeby ktoś przyjął słowo i poświęcił się Królestwu, o równocześnie nie stał się jego świadkiem i głosicielem.
Na zakończenie tych uwag o sensie ewangelizacji, trzeba jeszcze zanotować coś, co, jak sądzimy, rzuci należyte światło na późniejsze rozważania.
Jak już powiedzieliśmy, ewangelizacja jest procesem wielowarstwowym, złożonym z różnych elementów, jakimi są: odnowa ludzkości, dawanie świadectwa, otwarte przepowiadanie, przylgnięcie duchowe, wejście we wspólnotę, przyjęcie znaków, dzieła apostolskie. Może się wydawać, że te elementy nie zgadzają się ze sobą, a nawet że się wykluczają. Ale w rzeczy samej uzupełniają się one i wzajemnie doskonalą. Dlatego trzeba każdy element rozpatrywać w łączności z resztą innych. Było zasługą ostatniego Synodu Biskupów, że tak mocno zachęcił wszystkich do nie przeciwstawiania sobie tych elementów, ale do ich uzgadniania, żeby w ten sposób dogłębnie zrozumieć całe dzieło ewangelizacji, jakie Kościół prowadzi. Teraz właśnie pragniemy przedstawić tę ogólną wizję, gdy poniżej będziemy badać treść ewangelizacji i środki ewangelizowania oraz gdy będziemy wyjaśniać, do kogo ma się kierować ewangeliczne orędzie i na kogo spada ten ciężar.
25. W przepowiadaniu, jakie Kościół szerzy, jest zapewne dużo elementów drugorzędnych, których przedstawienie zależy od zmiennych warunków rzeczy. One zmieniają się również, ale zawierają się tam istotne zasady czyli żywotna substancja, która nie może się zmieniać ani zostać pominięta milczeniem bez narażenia samego pojęcia ewangelizacji na poważny uszczerbek.
26. Może nie będzie zbytecznym przypomnieć, że ewangelizować znaczy przede wszystkim świadczyć zwyczajnie i wprost o Bogu objawionym przez Jezusa Chrystusa, w Duchu Świętym; świadczyć, że Bóg umiłował ten świat w Synu swoim, w Słowie Wcielonym dał wszystkim rzeczom istnienie, a ludzi powołał do życia wiecznego. Może to świadczenie o Bogu dla wielu będzie dotyczyć Boga nieznanego55, którego oni czczą, chociaż nie umieją nazwać, albo którego szukają jakimś sekretnym instynktem serca, po rozczarowaniu się marnością wszystkich bożków. Ale pełnej mocy ewangelizacyjnej nabiera ono wtedy, kiedy pokazuje, że Stworzycielem jest dla człowieka nie jakaś odległa i bezimienna moc, ale Ojciec: „Zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy”56 i z tego powodu jesteśmy między sobą braćmi w Bogu.
27. Ewangelizacja będzie zawsze zawierać — jako fundament, centrum i szczyt całego swego dynamizmu — także to jasne stwierdzenie: w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, który stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał, ofiarowane jest każdemu człowiekowi zbawienie, jako dar łaski i miłosierdzia Bożego57. Zbawienie to nie jest jakimś zbawieniem doczesnym, polegającym na zaspokojeniu wielkiej ilości potrzeb materialnych albo też duchowych, które zamykają się w granicach życia ziemskiego, i które równają się w pełni pragnieniom, życzeniom, zabiegom i walkom doczesnym, ani nawet nie jest to zbawienie, wykraczające poza te wszystkie granice, by dopełnić się w jakimś zespoleniu z jedynym „Absolutem”, czyli z Bogiem: jest to zbawienie nadprzyrodzone i eschatologiczne, które z całą pewnością zaczyna się w tym życiu, a wypełnia w wieczności.
28. Wobec tego ewangelizacja winna zawierać prorockie przepowiadanie spraw innego życia — to znaczy najwyższego i wiecznego powołania ludzi, które jest związane z obecnym stanem, a równocześnie od niego odłączone — innego życia, co wychodzi ponad czas i historię, przekracza rzeczy tego świata, którego kształt przemija, oraz wydarzenia tego świata, którego ukryte oblicze kiedyś się okaże. Przekracza ono samego człowieka, którego najprawdziwszy los nie ogranicza się do życia doczesnego, lecz objawi się w życiu przyszłym58. Ewangelizacja zawiera więc głoszenie nadziei na spełnienie obietnic, danych od Boga przez Jezusa Chrystusa w nowym Przymierzu: głoszenie miłości Boga względem nas i naszej miłości ku Bogu; głoszenie miłości braterskiej względem wszystkich ludzi — to znaczy zdatności do dawania i przebaczania, do wyrzeczenia i troszczenia się o braci — co wypływając z miłości Bożej, stanowi centrum Ewangelii; głoszenie tajemnicy nieprawości oraz czynnego starania się o szlachetność; podobnie też głoszenie stale naglące szukania Boga za pomocą modlitwy, przede wszystkim wielbiącej i dziękczynnej, a także poprzez uczestnictwo w owym widzialnym znaku zjednoczenia z Bogiem, jakim jest Kościół Jezusa Chrystusa; z drugiej strony to zjednoczenie wypełnia się w innych znakach Chrystusa, żyjącego i działającego w Kościele, jakimi są Sakramenty.
Żyć sakramentami tak, żeby ich sprawowanie wchodziło w prawdziwą głębię życia chrześcijańskiego, nie stanowi — jak to dziś niesłusznie się twierdzi — przeszkody w podejmowaniu ewangelizacji albo zejścia w niej na boczne tory, ale daje jej właściwą całkowitość. Bo pełnia ewangelizacji oprócz przepowiadania polega na budowaniu Kościoła, który nie istnieje bez tego ducha, jakim jest życie sakramentalne, w boskiej Eucharystii osiągające swój szczyt59.
29. Wszakże ewangelizacja nie będzie pełna bez brania pod uwagę wzajemnego odniesienia, jakie ustawicznie zachodzi między Ewangelią, a konkretnym, osobistym i społecznym życiem człowieka. Dlatego ewangelizacja pociąga za sobą potrzebę przepowiadania jasnego, dostosowanego do różnych warunków życia, do praw i obowiązków każdej osoby ludzkiej, do życia rodzinnego, bez którego nie ma rozwoju jednostek, do życia zbiorowego w społeczeństwie, życia międzynarodowego, do pokoju, sprawiedliwości i postępu; przepowiadania wreszcie wyzwolenia, co w naszych czasach jest szczególnie ważne i pilne.
30. Wiadomo, co na ostatnim Synodzie mówiło w tej sprawie wielu Biskupów ze wszystkich stron świata, a zwłaszcza Biskupi z tzw. Trzeciego świata z wydźwiękiem i akcentem pastoralnym, w którym brzmiał głos tysięcy dzieci Kościoła, tworzących te narody.
Narody te, jak wszyscy wiemy, z całych sił starają się i usiłują przezwyciężyć to wszystko, co spycha je do pozostawania na marginesie życia: głód, ustawiczne choroby zakaźne, analfabetyzm, nędza, niesprawiedliwość w stosunkach międzynarodowych, a najbardziej w stosunkach handlowych, stan neokolonializmu gospodarczego i doktrynalnego, który niekiedy jest tak okrutny, jak dawny kolonializm polityczny. Biskupi kładli nacisk na to, że Kościół ma obowiązek głoszenia wyzwolenia setek tysięcy ludzi, skoro wielu z nich to jego dzieci; również ma obowiązek wspierania tego wyzwolenia, żeby się dokonało, opowiadania się za nim oraz sprawiania, by ono stało się całkowite. To wszystko nie jest obce ewangelizacji.
31. Pomiędzy ewangelizacją i promocją ludzką, czyli rozwojem i wyzwoleniem, zachodzą wewnętrzne więzy łączności: więzy natury antropologicznej, jako że człowiek ewangelizowany nie jest bytem abstrakcyjnym, ale osobą uwikłaną w sprawy społeczne i gospodarcze; także więzy natury teologicznej, gdyż planu stworzenia nie można oddzielić od planu odkupienia, które sięga aż do bardzo konkretnych sytuacji, zwalczania krzywdy i zaprowadzania sprawiedliwości; są także więzy natury najbardziej ewangelicznej, mianowicie porządek miłości: bo jak można głosić nowe przykazanie bez popierania razem ze sprawiedliwością i pokojem prawdziwego i braterskiego postępu człowieka?
To chcieliśmy powiedzieć, gdyśmy upominali, że jest rzeczą niedopuszczalną, aby w ewangelizacji „można było lub należało lekceważyć najwyższą wagę (...) owych problemów tak dziś nabrzmiałych, które dotyczą sprawiedliwości, wyzwolenia, postępu i pokoju w świecie. Bo gdyby się tak działo, to zapomni się także naukę Ewangelii o miłości względem bliźniego, cierpiącego i potrzebującego”61.
Te same głosy, które podczas wspomnianego Synodu żywo, mądrze i odważnie poruszały ten bardzo ważny temat, ku Naszej radości podały jasne zasady, w świetle których należy pojmować moc i głębokie znaczenie wyzwolenia, jakie Jezus Nazareński głosił i wypełnił, i jakie Kościół przepowiada.
32. Nie możemy zaprzeczyć, że wielu wielkodusznych chrześcijan, oddanych sprawom największej wagi, jakie zawiera kwestia wyzwolenia, kiedy chcą wciągnąć Kościół w sam ruch wyzwolenia, często myślą i usiłują sprowadzić jego zadania do granic jakiegoś doczesnego tylko przedsięwzięcia; jego obowiązki do programu antropologicznego; zbawienie, jakiego jest głosicielem, do pomyślności materialnej; jego działalność do poczynań politycznych lub społecznych, lekceważąc jakąkolwiek opiekę duchowną i religijną. Jeśliby rzeczy tak się miały, to Kościół straciłby całe swoje główne znaczenie. Głoszenie wyzwolenia, jakie on niesie, straciłoby właściwą sobie naturę i łatwo mogłoby zostać naginane i przekręcane przez, inne systemy doktrynalne i partie polityczne. Kościół zostałby pozbawiony powagi głoszenia wyzwolenia w imię Boga. Z tego powodu, na początku trzeciego zebrania Synodu, chcieliśmy w Naszym przemówieniu położyć nacisk na konieczność „ściśle religijnego celu ewangelizacji. Bo straciłaby ona wszelką rację bytu, jeśliby została oderwana od tej podpory religijnej, która ją podtrzymuje, że mianowicie jest Królestwem Bożym, w pełnym sensie teologicznym”62.
33. O wyzwoleniu, jakie głosi Ewangelia i stara się urzeczywistniać, należy powiedzieć:
— że nie może się ono ograniczać po prostu do dziedziny gospodarczej, politycznej, społecznej czy doktrynalnej, ale musi mieć na uwadze całego człowieka, w jego wszystkich wymiarach i aspektach, i w jego otwarciu się na coś „absolutnego”, owszem na Absolut, którym jest Bóg;
— że dlatego opiera się na pewnym określonym pojęciu człowieka, na doktrynie antropologicznej, które nigdy nie może porzucić na rzecz jakiejś dowolnej strategii, praktyczności czy krótkotrwałej skuteczności.
34. Dlatego Kościół, kiedy głosi wyzwolenie i sprzymierza się z tymi wszystkimi, którzy dla niego trudzą się i cierpią, nie mówi, że jego rola ogranicza się tylko do dziedziny religii, jakoby nie interesowały go doczesne problemy człowieka; ale stwierdza prymat swej roli duchowej, wzbrania się przed zastąpieniem głoszenia Królestwa proklamowaniem wyzwolenia w porządku czysto ludzkim; zarazem utrzymuje, że jego udział w wyzwoleniu nie byłby pełny i doskonały, jeśliby zaniedbał obwieszczać zbawienia w Jezusie Chrystusie.
35. Kościół łączy, ale nigdy nie utożsamia wyzwolenia ludzkiego ze zbawieniem w Jezusie Chrystusie, ponieważ wie z boskiego objawienia, z doświadczenia historii i z rozważania wiary, że nie każde pojęcie wyzwolenia koniecznie zgadza się i przystaje do ewangelicznej wizji człowieka, rzeczy i zdarzeń; ani nie wystarczy uzyskać wyzwolenie, zaprowadzić dobrobyt i postęp, żeby nadeszło Królestwo Boże.
Co więcej, Kościół ma mocne przekonanie, że każde wyzwolenie dotyczące spraw doczesnych, albo każde polityczne wyzwolenie — chociażby usiłowało znaleźć swe uzasadnienie na tej czy innej stronicy Starego i Nowego Testamentu, chociażby sądziło, że jego postulaty ideologiczne i normy postępowania czerpią swoją powagę z zasad i wniosków teologicznych, chociażby uważało się za nową, współczesną teologię — zawiera zarodki swojej własnej negacji i odchyla się od tego wzniosłego celu, jaki sobie zamierzyło, skoro jego prawdziwe motywy w żaden sposób nie odnoszą się do stanowienia sprawiedliwości w miłości, skoro ów porywający zapał i gorliwość, jakie je niosą, nie mają charakteru mocy duchowej, ani nie uwzględniają zbawienia i szczęścia wiecznego w Bogu, jako ostatecznego celu.
36. Kościół sądzi, że czymś wielkim jest tworzenie struktur bardziej ludzkich, bardziej sprawiedliwych, bardziej uwzględniających prawa osoby, które by mniej uciskały i krępowały; wszakże rozumie, że nawet najlepsze struktury, najmądrzejsze instytucje szybko staną się nieludzkie, jeśli nie uleczy się nieludzkich skłonności serca ludzkiego, jeśli nie dokona się przemiany serca i umysłu u tych, którzy żyją w tych strukturach, lub nimi rządzą.
37. Kościół nie może przyjąć jako drogi do wyzwolenia przemocy, a zwłaszcza przemocy zbrojnej — której raz rozpętanej nie można pohamować — ani zabójstwa jakiegokolwiek człowieka; wie bowiem, że przemoc zawsze prowokuje do gwałtu i rodzi koniecznie nowe formy ucisku, a także niewoli, jeszcze gorszej, niż ta, od której rzekomo uwalniała człowieka. Podczas Naszej Kolumbijskiej podróży powiedzieliśmy wyraźnie: „Przestrzegamy was przed pokładaniem nadziei w gwałcie czy w rewolucji; bo ten zwyczaj myślenia i działania sprzeciwia się duchowi chrześcijańskiemu, a także zamiast pomóc, może zahamować ten społeczny rozwój, o który słusznie się staracie63. Trzeba Nam stwierdzić i jeszcze raz stwierdzić, że przemoc nie jest ani chrześcijańska, ani ewangeliczna, oraz że nagłe i gwałtowne zmiany struktur będą złudne i ze swej natury nieskuteczne, a bez wątpienia nielicujące z godnością narodu”64.
38. Cieszymy się, że Kościół coraz bardziej uświadamia sobie właściwy, ewangeliczny sposób przyczyniania się do wyzwolenia ludzi. A cóż czyni? Usiłuje coraz bardziej wpływać na wielu chrześcijan, aby poświęcili się wyzwalaniu innych. On daje tym chrześcijanom „wyzwolicielom” postawę wyznaczoną przez wiarę, motywację dla miłości braterskiej i naukę społeczną, której żaden prawdziwy chrześcijanin nie może przeoczyć, ale winien ją wziąć za podstawę dla swoich przekonań i doświadczenia, żeby ją przemienić na normy działania własnego, współdziałania z innymi i zobowiązania. To wszystko powinno charakteryzować usiłowania czynnego chrześcijanina, bez przechylania się do obliczonej na zimno taktyki i bez wysługiwania się jakiejkolwiek partii politycznej. Kościół zawsze usiłuje włączać chrześcijańskie usiłowania wyzwoleńcze w powszechny plan zbawienia, jakie głosi.
To, co teraz przypomnieliśmy, często wypływało z dyskusji synodalnych. Oprócz tego, dla przejrzystości, chcieliśmy dodać do tego tematu niektóre wypowiedzi z przemówienia, jakie mieliśmy do Ojców Synodu na jego zakończenie65.
Ufamy, że te wszystkie rozważania przyczynią się do uniknięcia dwuznaczności, jakie zbyt często wywołuje słowo „wyzwolenie” w doktrynach i w instytucjach czy partiach politycznych. Wyzwolenie, jakie głosi i przygotowuje ewangelizacja, jest tym, które Chrystus głosił i dał człowiekowi poprzez swoją ofiarę.
39. W tym słusznym wyzwoleniu, zespolonym z ewangelizacją, która zdąża do wytworzenia struktur, służących obronie wolności ludzkich, musi zawierać się zabezpieczenie podstawowych praw człowieka, wśród których pierwsze miejsce zajmuje wolność religijna. Właśnie świeżo mówiliśmy o tej bardzo aktualnej sprawie, wskazując na to, „że jeszcze wciąż wielu chrześcijan, dlatego, że są chrześcijanami i katolikami, znosi systematyczny ucisk. Dramat wierności dla Chrystusa i dla wolności religijnej trwa nadal, chociaż pokrywa się go niekiedy szumnymi deklaracjami o prawach człowieka i ludzkiej wspólnoty!”66.
40. Oczywista doniosłość treści zawartej w ewangelizacji, nie może przesłonić wielkiego znaczenia sposobów i środków, jakimi się posługuje. Ta sprawa pozostaje stale aktualna, bo sposoby ewangelizowania zmieniają się w zależności od okoliczności czasu, miejsca i kultury ludzi. Te różnice domagają się od nas ich odkrycia i przystosowania.
Przede wszystkim na nas, Pasterzach Kościoła, ciąży obowiązek odważnego, mądrego i wiernego względem treści zawartej w ewangelizacji szukania nowych sposobów, jak najbardziej przydatnych i skutecznych w niesieniu ludziom współczesnym ewangelicznej nowiny. Niech wystarczy Nam przy tych rozważaniach ocenić pewne sposoby, które z takiego czy innego powodu mają pierwszorzędne znaczenie.
41. Na początku, nie powtarzając nic z tego, co już powiedzieliśmy wyżej, trzeba przypomnieć, że w Kościele za pierwszy środek ewangelizowania należy uważać świadectwo życia prawdziwie chrześcijańskiego, które trwa w nierozłącznej wspólnocie z Bogiem, a zarazem w nieograniczonej gorącości ducha poświęcania się dla innych. Jak to ostatnio powiedzieliśmy do grupy świeckich, „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”67. To samo trafnie wyraził Piotr apostoł, wskazując na potrzebę czystego i szlachetnego życia chrześcijan, aby na jego widok „nawet ci, którzy nie wierzą słowu (...) bez słowa byli pozyskani”68. A więc Kościół jak najbardziej może ewangelizować świat za pomocą swego postępowania i obyczaju, to jest przez świadectwo potwierdzone życiem; ono jasno uwidacznia jego wierność Panu Jezusowi, ubóstwo, wstrzemięźliwość, wolność od jakiejkolwiek ziemskiej władzy w świecie, a wreszcie świętość.
42. Ponadto, nie będzie czymś zbytecznym naświetlenie sprawy konieczności przepowiadania. „Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie usłyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?... Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”69. To prawo, wydane niegdyś przez apostoła Pawła, również w dzisiejszych czasach zachowało całą swoją siłę i moc.
Tak, przepowiadanie, owo ustne głoszenie orędzia jest zawsze jak najbardziej potrzebne. Wiemy, że dzisiaj ludzie są już przesyceni mowami, bardzo często znudzeni słuchaniem, a co gorsza, nieczuli na słowa. Znamy też zdania wielu psychologów i socjologów, którzy utrzymują, że cywilizacja słowa, jako nieskuteczna i nieużyteczna, już się przeżyła, a obecnie następuje nowy styl życia, cywilizacja obrazu. Taki stan rzeczy łatwo podsuwa myśl, że do głoszenia Ewangelii trzeba stosować takie świeże środki, jakimi dysponuje ta cywilizacja. Zresztą, w tym kierunku już podjęto dobre i udane eksperymenty. Możemy je tylko pochwalić i zachęcić, aby te usiłowania coraz intensywniej prowadzić dalej. A niechęć, wywołana dziś nadmiarem pustych mów i aktualność całkiem innych form przekazu społecznego, nie powinna osłabiać mocy słów, ani odebrać im zaufania. Słowo zawsze posiada swą wyższość i skuteczność, zwłaszcza gdy niesie z sobą moc Bożą70. Z tego powodu i w naszych czasach zachowuje swą aktualność Pawłowe: „Wiara ze słuchania”71: słowo usłyszane prowadzi do wierzenia.
43. Przepowiadanie Ewangelii może przybierać wiele form. Żarliwe staranie o dusze podda je i pomnoży prawie nieskończenie. Bo rzeczywiście niezliczone są sytuacje w życiu i okoliczności, w jakich ludzie się znajdują; one to stwarzają sposobność do głoszenia roztropnie a jasno tego, co Pan w danym przypadku chciałby powiedzieć. Wystarczy tu posiadanie prawdziwego zmysłu duchowego, żeby w biegu wydarzeń odkryć znaki Bożego orędzia. Prawda, że odnowiony porządek świętej liturgii przypisuje „Liturgii Słowa” wielki autorytet, ale błądziłby ten, kto by w związku z tym nie uznawał homilii jako ważnego i sprawnego narzędzia w prowadzeniu ewangelizacji. Należy poznać i wprowadzać w życie wymogi stawiane homilii i jej możliwości, aby mogła ona osiągnąć pełną skuteczność duszpasterską. Ale przede wszystkim trzeba do niej nabrać przekonania i poświęcić się jej całym sercem. To przepowiadanie, w szczególny sposób włączone w celebrę eucharystyczną, którą bezpośrednio przygotowuje i skąd czerpie swą osobliwą siłę i moc, spełnia, bez wątpienia pierwszorzędne zadanie ewangelizacyjne, o ile ujawnia głęboką wiarę przepowiadającego i przepojone jest miłością. Wierni, zebrani, aby tworzyć Kościół paschalny, obchodzący święto Pana, stojącego w pośrodku nich, wiele od niej oczekują i korzystają, byle była prosta, przejrzysta, bezpośrednia, przystosowana, oparta i zakorzeniona w nauce Ewangelii, jak również wierna Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, natchniona i wyrażona apostolską żarliwością, która jest dla niej czymś naturalnym, pełna dobrej nadziei, podsycająca wiarę, rodząca pokój i jedność. Homilia, która posiada te przymioty, głoszona co niedzielę, ożywia i umacnia liczne wspólnoty czy to parafialne, czy inne.
Dodajmy, że dzięki odnowieniu świętej liturgii nie tylko celebra eucharystyczna jest czasem odpowiednim do głoszenia homilii. Ma bowiem swe miejsce w obrzędach wszystkich Sakramentów, i nie należy jej tu zaniedbywać, a także w ceremoniach upodobnionych do liturgii sakramentalnej, kiedy wierni zbierają się razem. Zawsze tu będzie szczególna sposobność do głoszenia Słowa Pańskiego.
44. Innym środkiem, jakiego ewangelizacja żadną miarą nie powinna zaniedbać, jest nauczanie katechetyczne. Z nauki religii systematycznie wyłożonej niech w pierwszym rzędzie umysły dzieci i młodzieży zrozumieją rzeczy najważniejsze, żywy skarb prawdy, jaką Bóg chciał się z nami podzielić, a którą Kościół w ciągu długiej swej historii usiłował coraz pełniej wyjaśniać. Nikt nie zaprzeczy, że tę naukę należy podawać w tym celu, żeby kształtować obyczaje chrześcijańskie, a nie tylko po to, by pozostała tylko jakaś dekoracja rozumu. Bez wątpienia całe dzieło ewangelizacji bardzo na tym zyskuje, jeśli katecheci mogą korzystać z odpowiednich podręczników, mądrze i umiejętnie napisanych i zatwierdzonych powagą biskupów — w obrębie nauczania katechetycznego, o jakie stara się Kościół, w szkołach, tam gdzie to jest możliwe, zależnie od warunków, w domach chrześcijańskich. Jest rzeczą konieczną dostosowywanie metody nauczania do wieku poszczególnych ludzi, do stopnia ich wykształcenia i możności pojmowania, iżby w tym czasie wrazić w ich pamięć, umysł i serce prawdy konieczne, które by pozostały w nich przez całe życie. Ale najważniejszą potrzebą jest przygotowanie wytrawnych katechetów — czy to będą katecheci parafialni, czy nauczyciele w szkole, czy rodzice, którzy by także w dalszym ciągu dokształcali się i doskonalili w tak wzniosłej i koniecznej i tyle od ludzi wymagającej umiejętności nauczania religii.
Z drugiej zaś strony, choć nie wolno zaniedbywać nauczania dzieci, to jednak dzisiejsze warunki coraz bardziej wymagają katechizacji w postaci jakiegoś katechumenatu dla młodzieży i dorosłych; tych, co poruszani łaską boską, powoli odkrywają oblicze Chrystusa i czują, że koniecznie trzeba powierzyć Mu samych siebie.
45. W naszych czasach, które charakteryzują się używaniem środków społecznego przekazu, zwanych mass-media, przy pierwszym zapoznawaniu z wiarą, w nauczaniu katechetycznym, czy w dalszym pogłębianiu wiary, nie może braknąć ich pomocy, jak to już zaznaczyliśmy wyżej.
Środki te, wprzęgnięte w służbę Ewangelii, niezmiernie poszerzają zakres słuchania Słowa Bożego i zanoszą orędzie zbawienia do milionów ludzi. Kościół byłby winny przed swoim Panem, gdyby nie używał tych potężnych pomocy, które ludzki umysł coraz bardziej usprawnia i doskonali. Za ich pośrednictwem głosi orędzie, jakie mu zostało powierzone, „na dachach”72; w nich znajduje nowe i skuteczne formy świętego oddziaływania, współczesną ambonę; poprzez nie może przemawiać do rzesz.
Wszakże używanie środków przekazu społecznego do prowadzenia ewangelizacji stawia pewne żądanie. Orędzie ewangeliczne ma przez nie tylko docierać do wielkiej liczby ludzi, ale także odznaczać się zdatnością przenikania do sumienia każdego, zapadnięcia w serce każdego pojedynczego człowieka, tak, jakby on był jedynym ze wszystkim, co najbardziej w nim własne i osobiste, oraz zdatnością budzenia jego osobistego przyzwolenia i zobowiązania.
46. Oprócz ogólnego i publicznego głoszenia Ewangelii zawsze jest godne uznania i ważne przekazywanie Ewangelii prywatne, od osoby do osoby. Używał go bardzo często sam Pan, jak świadczą rozmowy z Nikodemem, Zacheuszem, Samarytanką, Szymonem Faryzeuszem. To samo czynili Apostołowie. A czyż istnieje inna forma ewangelizowania, niż przekazywanie drugiemu tego, czego samemu doświadczyło się co do wiary? Nie powinno dojść do tego, by na skutek konieczności niesienia Dobrej Nowiny do licznych rzesz ludzi, zapomniano o tej formie, która dosięga osobistego sumienia człowieka, i porusza je przedziwnym słowem, otrzymanym od kogoś innego. Nie możemy dosyć pochwalić tych kapłanów, którzy w Sakramencie Pokuty albo w duszpasterskich rozmowach niestrudzenie i pilnie prowadzą poszczególne osoby drogą Ewangelii, umacniają je w ich wysiłku, podnoszą w razie upadku i zawsze wspierają swoją mądrą radą i życzliwą wolą.
47. Nigdy nie będzie się dosyć podkreślać tego, że ewangelizacja nie wyczerpuje się ani w przepowiadaniu, ani w nauczaniu. Musi dotrzeć do życia — czy to życia naturalnego, któremu nadaje nowe znaczenie u tych, co otwierają się na Ewangelię; czy to do życia nadprzyrodzonego, które nie ma w pogardzie życia naturalnego, ale je oczyszcza i wywyższa. Czym jest życie nadprzyrodzone i jakie ma znaczenie, mówi siedem Sakramentów, oraz promieniujące z nich przedziwne moce łaski i świętości.
Ewangelizacja wtedy roztacza swe pełne bogactwo, kiedy doprowadza do ścisłego związku, albo raczej do nieustannej wzajemnej wymiany pomiędzy Słowem i Sakramentami. Jest jakimś nieporozumieniem przeciwstawiać sobie głoszenie Ewangelii i udzielanie Sakramentów — jak to się czasem zdarza. Wprawdzie pewien zwyczaj udzielania Sakramentów bez mocnego fundamentu katechetycznego o tych Sakramentach oraz katechezy tzw. globalnej, po największej części pozbawia je właściwej im skuteczności. Właściwym bowiem zadaniem ewangelizującego jest tak wykształcić w wierze, aby ona doprowadziła poszczególnych chrześcijan do Sakramentów, jako do Sakramentów wiary prawdziwie przeżywanych, a nie do gnuśnego ich przyjmowania lub czucia do nich odrazy.
48. Poruszymy jeszcze obecnie taki aspekt ewangelizacji, który nie może być zaniedbany. Chcemy powiedzieć o tak zwanej dziś często „religijności ludowej”.
Tak w tych regionach, gdzie Kościół jest wrośnięty już od wielu stuleci, jak i tam, gdzie właśnie zapuszcza korzenie, powstają niekiedy u ludu szczególne zwyczaje, za pomocą których wyraża się poszukiwanie i wiarę w Boga. Te nawyki uważane długo za niedość czyste, a nieraz traktowane z odrazą, dzisiaj prawie wszędzie uważane są ze strony współczesnych ludzi za nowy sposób dociekania i poznania. Sami biskupi podczas ostatniego Synodu starali się jasno zrozumieć ich znaczenie, wiedzeni pastoralnym realizmem i baczną wnikliwością. Trzeba przyznać, że ludowa religijność zamyka się w pewnych ciasnych granicach. Nierzadko jest ona podatna na wpływ wielu fałszywych form religijności i zbliża się nawet do zabobonu; często polega na najniższym poziomie kultu religijnego, który nie prowadzi do należytego aktu wiary; może też skłaniać do tworzenia sekt i stronnictw, co zagraża samej wspólnocie Kościoła.
Ale, jeśli jest należycie kierowana, zwłaszcza przez odpowiedni sposób ewangelizowania, to wtedy obfituje też w wiele dobrego. Bo nosi w sobie jakiś głód Boga, jaki jedynie ludzie prości i ubodzy duchem mogą odczuwać; udziela ludziom mocy do poświęcania się i ofiarności aż do heroizmu, gdy chodzi o wyznawanie wiary. Daje wyostrzony zmysł pojmowania niewymownych przymiotów Boga: ojcostwa, opatrzności, obecności stałej i dobroczynnej miłości. Rodzi w wewnętrznym człowieku takie sprawności, jakie gdzie indziej rzadko w takim stopniu można spotkać: cierpliwość, świadomość niesienia krzyża w codziennym życiu, wyrzeczenie się, życzliwość dla innych, szacunek. Ze względu na te przymioty zwiemy ją raczej ludową pobożnością albo religią ludu, aniżeli religijnością.
Miłość pasterska tych wszystkich, których Pan postawił na czele wspólnot Kościoła, niech podda należyte zasady postępowania w odniesieniu do tej rzeczywistości, która zarówno bogata jest w owoce, jak i pełna niebezpieczeństw. Przede wszystkim trzeba się otworzyć na zrozumienie jej wewnętrznej złożoności i odkrycie jej niesfałszowanych wartości, i spieszyć jej z pomocą celem oczyszczenia z zarzewi błędów. Przy dobrym kierownictwie ta ludowa religijność może coraz więcej przyczyniać się do tego, że nasze ludowe rzesze rzeczywiście spotkają Boga w Jezusie Chrystusie.
49. Ostatnie słowa Jezusa, zawarte w Ewangelii według św. Marka, nadają ewangelizacji, jaką Pan nałożył swoim Apostołom, powszechność, nie zacieśnioną żadnymi granicami: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”73. Oni Dwunastu i pierwsze generacje chrześcijan dogłębnie zrozumieli naukę tego tekstu i innych podobnych. Uczynili zeń program swojego działania. Prześladowanie, które rozproszyło Apostołów, spowodowało rozsianie Słowa i szybkie rozszerzanie się Kościoła, nawet na najodleglejsze kraje. Jeszcze bardziej ta powszechność uwidaczniała się u Apostoła Pawia, obdarzonego charyzmatem przepowiadania przyjścia Jezusa Chrystusa poganom, nie Żydom.
50. Pokolenia chrześcijan przez przeciąg XX stuleci, w różnych okresach czasu, pokonywały przeszkody, stojące naprzeciw tej powszechności misji. Z jednej strony sami głosiciele Słowa pod różnymi pretekstami zacieśniali pole swojej akcji misyjnej, z drugiej zaś ci, którym owi siewcy przepowiadali, często stawiali taki opór, że ludzką siłą nie można ich było przezwyciężyć. Wreszcie, musimy wyznać z bólem serca, że działalność Kościoła poświęcona ewangelizacji bywała gwałtownie hamowana, jeśli nie całkowicie udaremniana, przez władze publiczne. I dzisiaj zdarza się, że głosicielom Słowa Bożego odmawia się ich praw, prześladuje się ich, uciska groźbami i tępi, jedynie dlatego, że głoszą Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię. Ale mamy nadzieję na przyszłość, że pomimo tych bolesnych przeciwności, w żadnej stronie świata nie zabraknie ruchliwej działalności tychże apostołów.
Mimo tych przeciwności, Kościół stale na nowo wzbudza w sobie głębokie dążenie, pochodzące bezpośrednio od boskiego Mistrza, dźwięczące w tych słowach: całemu światu! wszelkiemu stworzeniu! aż na krańce ziemi! Uczynił to znowu na ostatnim Synodzie Biskupów, domagając się, by nie krępować nowiny ewangelicznej i nie zacieśniać jej do pewnej tylko części ludzkiej rodziny, albo do jednej klasy ludzi, albo do jednego rodzaju kultury. Kilka przykładów może wyjaśnić sprawę.
51. Od samego Zesłania Ducha Świętego Kościół przyjął jako pierwszorzędną zasadę działania, otrzymana od Założyciela, objawiania Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii tym, którzy ich nie znali. Cały Nowy Testament, a najbardziej Dzieje Apostolskie uczą, że był to czas zgoła szczególny i jak najbardziej odpowiedni do wykonywania pracy misjonarskiej; bo okres służący za wzór, jaki później przez całą historię przyświecał Kościołowi.
To pierwsze głoszenie Jezusa Chrystusa odbywało się w rozmaity sposób, który niekiedy zwie się „pre-ewangelizacją”. Po prawdzie jest to już ewangelizacja, chociaż jeszcze początkująca i niepełna. Do tego celu może służyć prawie niezliczona ilość środków, jak otwarte przepowiadanie, a także sztuka, badania naukowe, dociekania filozoficzne, prawidłowe rozbudzanie uczuć i tęsknot ducha ludzkiego.
52. Chociaż to pierwsze głoszenie kieruje się przede wszystkim do tych, którzy nigdy nie słyszeli Dobrej „Nowiny Jezusa, albo do dzieci, to jednak zawsze jest ono konieczne dla wielu ludzi, bo dzisiaj dość często powstają takie warunki, w których zupełnie odchodzi się od prawa Chrystusowego; dla wielu ludzi ochrzczonych, ale pozostających poza nawiasem życia chrześcijańskiego; dla prostego ludu, co ma jakąś wiarę, ale niedość zna jej podstawy; dla ludzi studiujących, którzy czują potrzebę poznania Jezusa Chrystusa inaczej im przedstawianego, aniżeli zwykło się przedstawiać dzieciom w nauce religii oraz wielu innym.
53. To głoszenie Słowa odnosi się też do tej olbrzymiej liczby ludzi, którzy wyznają religie niechrześcijańskie. Kościół szanuje i ceni wielce te religie niechrześcijańskie, które są znamiennym wyrazem ducha bardzo wielu grup ludzkich; w nich bowiem przejawia się echo głosów tych, którzy przez tysiące lat szukali Boga, wprawdzie w sposób niedoskonały, ale często szczerze i należycie. Religie te posiadające godne podziwu dziedzictwo tekstów głęboko religijnych, nauczyły wiele pokoleń ludzi modlić się, W nich znajdują się niezliczone „nasiona Słowa”74. Dlatego są „przygotowaniem do Ewangelii”, jak wyraził się trafnie Sobór Watykański II, zapożyczając tę wypowiedź z dzieła Euzebiusza z Cezarei75.
Z tego rozważania rodzi się dużo kwestii bardzo złożonych i wymagających wielkiej roztropności. Teologowie winni badać te kwestie w świetle Tradycji chrześcijańskiej i Magisterium Kościoła, aby misjonarzom, obecnym i przyszłym, otworzyć nowe drogi w ich działalności dotyczące religii niechrześcijańskich.
Ani wielki szacunek dla tych religii, ani złożoność podnoszonych problemów nie skłaniają Kościoła do zamilczenia przed niechrześcijanami orędzia Jezusa Chrystusa. Przeciwnie, Kościół mniema, że te rzesze mają prawo do poznania bogactw tajemnicy Chrystusa76; bo w nich — jak sądzimy — cała rodzina ludzka może w sposób pełny i wolny od uprzedzeń znaleźć wszystko to, czego szuka jakby po omacku odnośnie do Boga, do człowieka i jego przyszłego losu, do życia i śmierci i do prawdy.
Dlatego również gdy chodzi o religie naturalne nawet najznamienitsze, Kościół uważa, iż właściwym jego zadaniem jest włączać człowieka prawdziwie przez religię Jezusa, którą głosi, w plan Boży, w Jego żywą obecność i w Jego działanie. Kościół dokonuje spotkania z tajemnicą boskiego Ojcostwa, co nachyla się ku rozwojowi ludzkiemu. Innymi słowy, nasza religia rzeczywiście tworzy prawdziwe i żywe obcowanie z Bogiem, jakiego inne religie dać nie mogą, chociażby, że tak powiemy, wyciągały swe ramiona do nieba.
Z tego powodu, Kościół żywi i pielęgnuje swój zapał misyjny i usiłuje go spotęgować w tym naszym stuleciu. Czuje się zobowiązany wobec wszystkich narodów. Nie żałuje żadnego trudu, żeby tylko w miarę swych sił głosić Dobrą Nowinę Jezusa Zbawiciela. Zawsze przygotowuje nowe generacje apostołów do tego zadania. Konstatujemy to z radością, w czasie, kiedy nie brak takich, którzy sądzą, a także mówią, że wygasł zapał i gorliwość apostolska, a epoka misyjna już się skończyła. W odpowiedzi Synod Biskupów orzekł, że ewangelizacja misyjna nie utraciła żywotności, a Kościół zawsze będzie się trudził nad prowadzeniem tego zadania.
54. Jednak Kościół nie uważa się za zwolnionego z pilnego czuwania nad tymi, którzy już przyjęli wiarę i którzy często od wielu pokoleń mają związek z Ewangelią. Wiarę tych, którzy wyznają, że są chrześcijanami czyli wierzącymi, usiłuje pogłębić, umocnić, żywić i czynić dojrzalszą, żeby jeszcze bardziej naprawdę byli wierzącymi.
Dzisiaj częstokroć ta wiara staje naprzeciw „sekularyzmowi”, a także wojującemu ateizmowi. Jest wystawiona na próby i zagrożenia, co więcej, jest osaczona i otwarcie zwalczana. Istnieje też obawa, żeby nie została zduszona i by nie zamarła, jeśliby nie była stale żywiona i umacniana. Tak więc ewangelizacja bardzo często wymaga, żeby dostarczać wiernym tego koniecznego pokarmu i umocnienia, zwłaszcza za pomocą katechezy, nasyconej sokiem ewangelicznym i sporządzonej w języku przystosowanym do czasu i osób.
Kościół Katolicki odnosi się również z pilną troską do chrześcijan, którzy nie mają pełnej z nim łączności; razem z nimi przygotowuje jedność, jakiej chciał Chrystus, a czyni to dlatego, aby realizować jedność w prawdzie; jest w pełni świadomy, że poważnie zaniedbałby się w swojej powinności, gdyby wobec nich nie świadczył o tej pełni Objawienia, której depozyt przechowuje.
55. Znamienną jest także troska, okazana na wspomnianym Synodzie Biskupów, w odniesieniu do dwu układów ludzi i rzeczy, bardzo od siebie różnych, ale jednak zgodnych ze sobą w tym, że każdy na swój sposób prowokacyjnie zwalcza ewangelizację.
Pierwszym jest postępujące zwiększanie się ilości niewierzących w dzisiejszym świecie. Synod usiłował opisać ten świat: ileż pod tą ogólną nazwą prądów umysłowych, ile wartości prawdziwych i fikcyjnych, ile ukrytych dążeń albo zarodków zniszczenia, starych opinii, które zanikają i opinii nowych, które się narzucają umysłom! Z duchowego punktu widzenia współczesny świat zdaje się być wstrząsany „dramatem ateistycznego humanizmu”, jak wyraził się jeden ze współczesnych pisarzy77.
Trzeba zauważyć, że niejako w centrum naszego dzisiejszego świata tkwi coś, co jest jakby szczególną jego cechą, mianowicie „sekularyzm”. Nie mówimy o „sekularyzacji”, która jest słusznym i prawowitym, nie obcym wierze i religii usiłowaniem odkrycia w stworzeniu, w każdej rzeczy i w każdym zdarzeniu praw wszechświata, którymi one się rządzą „autonomicznie”; byle tylko umysł bazował na wewnętrznym przekonaniu, że te prawa nałożył im Stwórca. W tym znaczeniu ostatni Sobór potwierdził uprawnioną „autonomię” kultury ludzkiej, a zwłaszcza nauki78.
My zaś mamy tu na myśli rzeczywisty sekularyzm, czyli taką koncepcję świata, według której całkowicie tłumaczy się on sam, bez potrzeby uciekania się do Boga, który staje się zbyteczny, a nawet przeszkadza. Tego więc rodzaju, „sekularyzm” usiłuje podkreślić potęgę poznawczą człowieka, doprowadza do pomijania Boga, a także do Jego zaprzeczenia.
Stąd wypływają nowe rodzaje ateizmu, mianowicie ateizm „antropocentryczny”, nie tyle abstrakcyjny i metafizyczny, co pragmatyczny, programowy i wojujący. W łączności z tym „sekularyzmem” ateistycznym propaguje się co dzień, w przeróżnych postaciach cywilizacyjną konsumpcję, tj. „hedonizm” podniesiony do rangi najwyższego dobra, wolę władzy i panowanie, oraz dyskryminacje wszelkiego typu. Wszystko to stanowi nieludzkie tendencje tego „humanizmu”.
Ale w samym współczesnym świecie — rzecz wręcz dziwna i paradoksalna — nie można zaprzeczyć istnienia prawdziwych punktów stycznych z chrześcijaństwem, a nawet elementów ewangelicznych, przynajmniej w postaci przeżywania pustki i pragnienia dobra. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że chodzi tu o jakieś gwałtowne i tragiczne wołanie o ewangelizację świata.
56. Drugi układ obejmuje tych, którzy” nie praktykują religii, mianowicie bardzo wielką liczbę ochrzczonych, którzy po większej części nie wyrzekli się wyraźnie swego chrztu, ale pozostają jakby na jego marginesie i nie żyją według niego. Że ludzie nie praktykują religii, to stare zjawisko w historii chrześcijaństwa; rodzi się ono z pewnej naturalnej słabości i wewnętrznej niezborności, jakie niestety tkwią głęboko w duszy ludzkiej. Ale w naszych czasach przybrało ono nowe cechy. Często tłumaczy się je typowym dla naszych czasów wykorzenieniem ludzi. Ono sprawia, że chrześcijanie są zmieszani z niewierzącymi i że stale są napastowani przez niewierzących. Wreszcie, dzisiejsi niepraktykujący, bardziej niż to bywało dawniej, usiłują wytłumaczyć ten swój stan i usprawiedliwić odwołaniem się do religii wewnętrznej, do osobistej niezależności, czy do osobowego autentyzmu.
Ateiści i niewierzący z jednej strony, a niepraktykujący z drugiej, stwarzają poważną przeszkodę dla ewangelizacji. Pierwsi dlatego, że w pewien sposób odrzucają wiarę, nie są zdatni do przyjęcia nowego porządku rzeczy i nowego znaczenia świata, życia, historii; zrozumienie takie rodzi się tylko w oparciu o „Absolut”, jakim jest Bóg. Drudzy dlatego, że są obojętni, zajmują stanowisko poniekąd wrogie, właściwe tym, którzy myślą, że najlepiej wiedzą, jak ułożyć swoje sprawy, którzy twierdza, że wszystko rozumieją, wszystkiego doświadczyli i nic już nie pozostaje im do wierzenia.
Ten „sekularyzm” ateistyczny i brak praktyk religijnych ma miejsce u dorosłych i u młodzieży, u elity i w masach, we wszystkich sektorach cywilizacji i na terenie tak starych Kościołów, jak i nowopowstałych.
Ponieważ akcja ewangelizacyjna Kościoła nie może pomijać tych dwu światów, ani pozostać obojętna wobec nich, więc ustawicznie musi starać się o znalezienie odpowiednich środków i języka, aby dotrzeć do nich, jednych i drugich, z objawieniem boskim i wiarą w Jezusa Chrystusa.
57. Jak Chrystus w czasie swego przepowiadania, jak dwunastu Apostołów w porannej Pięćdziesiątnicy, tak również Kościół widzi przed sobą olbrzymie rzesze ludzi, którzy pragną Ewangelii i mają prawo o nią się upominać, ponieważ Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy”79.
Świadomy swego obowiązku głoszenia zbawienia wszystkim, jako że orędzie ewangeliczne zostało przeznaczone nie dla małej garstki wtajemniczonych, uprzywilejowanych, albo wybranych, ale dla wszystkich, Kościół podziela tę samą troskę, jaką wyrażał Chrystus wobec rzesz, błądzących i opuszczonych, jak „owce bez pasterza” i często powtarza Jego słowa: „Żal mi tego tłumu”80. Rozumie także, że aby jego ewangelizowanie stało się skuteczne, musi kierować swe przepowiadanie wpośród rzesz, do wspólnot wiernych, których działalność może i powinna dotrzeć do innych pozostałych.
58. Ostatni Synod długo zajmował się małymi wspólnotami czyli tzw. wspólnotami zaczątkowymi (communitates a basi), ponieważ dzisiaj w Kościele dużo się o nich mówi. Co to są te wspólnoty i dlaczego szczególnie się je ewangelizuje, a równocześnie one ewangelizują?
Według różnych relacji, jakie słyszeliśmy na Synodzie, rozwijają się one prawie w całym Kościele, ale różnią się znacznie między sobą w tym samym kraju, a jeszcze bardziej w różnych krajach.
W niektórych regionach powstają i rozwijają się, poza wyjątkami, w Kościele, w którego życiu uczestniczą, karmią się jego nauką i stoją przy jego pasterzach. W tym wypadku rodzą się z potrzeby gorliwego życia życiem Kościoła, albo z pragnienia i poszukiwania bardziej ludzkiego sposobu życia, o co trudno w dużych wspólnotach kościelnych, szczególnie w wielkich dzisiejszych miastach, gdzie żyje się gromadnie i jakby anonimowo. Te wspólnoty, na swoisty sposób, mogą promieniować na małe grupy społeczne, wioskę czy inne, w sprawach duchowym i religijnych w zakresie kultu Bożego, dokładniejszego poznania wiary, miłości bratniej, modlitwy, łączności z duszpasterzami; albo chcą się gromadzić w celu słuchania i rozważania Słowa, przyjmowania Sakramentów, agap, zebrań jednostek podobnych sobie wiekiem, kulturą, położeniem społecznym: małżonków, młodzieży, członków określonych zawodów i in., a także ludzi, których tryb życia zbliżył do siebie we wspólnej walce o sprawiedliwość, popieranie braterskiego niesienia pomocy ubogim, postęp ludzki, wreszcie chrześcijanie tam, gdzie brak kapłanów utrudnia zwyczaje życia parafialnego. Uważają oni, że wszystko dokonuje się wpośród wspólnot założonych przez Kościół, a najbardziej w ramach Kościołów partykularnych i w parafii.
W innych regionach przeciwnie, te grupy zaczątkowe zbierają się popychane usilną chęcią krytykowania Kościoła, który chętnie piętnują cechą „instytucjonalności” i któremu się przeciwstawiają jako wspólnoty charyzmatyczne, wolne od struktur, a tylko natchnione Ewangelią. Charakteryzuje je otwarte oskarżenie i odrzucanie hierarchii oraz znaków, które wyrażają Kościół. Całkowicie zwalczają ten Kościół. Idąc po tej linii myślenia, wnet stają się „ideologami”, a nierzadko dają się wciągnąć jakiemuś kierunkowi politycznemu, sekcie, systemowi, albo stronnictwu, co łączy się z ryzykiem służenia im za narzędzie.
Różnica jest niemała: wspólnoty, które przez swego ducha kontestacji umieszczają się poza Kościołem i naruszają jego jedność, mogą nazywać się wspólnotami „a basi”, czyli zaczątkowymi, ale jest to nazwa ściśle socjologiczna. Nie mogą się zwać, bez nadużycia języka, wspólnotami kościelnymi „a basi”. Ich twierdzenie, że przynależą do jedności z Kościołem, jest przewrotne, skoro zwalczają jego hierarchię. Taka nazwa przysługuje innym wspólnotom, które tworzą się w łonie Kościoła, aby stanowić z nim łączność i przyczyniać się do jego wzrostu.
Te właśnie wspólnoty będą seminarium ewangelizacji i będą służyć większym wspólnotom, szczególnie Kościołom partykularnym; ponadto, jak powiedzieliśmy na zakończenie wspomnianego Synodu, będą one nadzieją dla Kościoła powszechnego, o tyle, o ile:
— karmić się będą Słowem Bożym i nie pozwolą się usidlić wpływom skrajnych frakcji politycznych, ani modnym ideologiom, które zawsze chętnie wyzyskiwałyby, zwłaszcza ich ludzki potencjał;
— opierają się ciągłej pokusie systematycznej kontestacji i duchowi super-krytycyzmu pod pokrywką szczerości, prawdy, woli, przychodzenia z pomocą;
— mocno wkorzeniają się w Kościół miejscowy, a zarazem trzymają się Kościoła powszechnego, dzięki czemu bronią się przed zasklepianiem się w sobie — co łatwo może się zdarzyć — oraz sądzeniem, że tworzą jedyny autentyczny Kościół Chrystusa, i przed gardzeniem wszystkimi innymi wspólnotami kościelnymi;
— zachowują szczerą łączność z Pasterzami, których Pan dał swemu Kościołowi, oraz z Urzędem Nauczycielskim, jaki powierzył im Duch Chrystusa;
— nie uważają nigdy, że one tylko są adresatami Ewangelii albo, że im tylko przynależy zadanie jej głoszenia, a tym mniej, że tylko im Ewangelia została powierzona; przeciwnie, przeświadczone, że Kościół jest o wiele pojemniejszy i o wiele bardziej zróżnicowany, uznają, że Kościół wciela się i wyraża także w różnych innych postaciach, a nie tylko w ich własnych;
— codziennie wzrastają w poczuciu obowiązków, w gorliwości religijnej, w troskliwości i aktywności misyjnej wobec innych;
— wykazują poczucie wspólnoty ze wszystkimi ludźmi, a nie sprzyjają nigdy specjalnym partiom.
Tylko pod tymi warunkami, które bez wątpienia wiele wymagają, ale też bardzo podnoszą na duchu, owe zaczątkowe wspólnoty kościelne zadośćuczynią swemu naczelnemu przeznaczeniu: mianowicie, jako słuchacze Ewangelii sobie głoszonej i jako odbierające w szczególny sposób ewangelizację, same staną się one bezzwłocznie głosicielami Ewangelii.
59. Jeśli są ludzie, którzy głoszą w świecie Ewangelię zbawienia, to czynią to z rozkazu, w imieniu i z łaski Chrystusa Zbawiciela. „A jak głosić będą, jeśli nie byli posłani?”81 — napisał ten, który bez wątpienia był jednym z najpiękniejszych głosicieli Ewangelii. Nikt więc nie może pełnić tego zadania, jeśli nie został posłany.
A kto posiada misję ewangelizowania?
Sobór Watykański II odpowiada jasno: Kościół „z Bożego nakazu ma obowiązek iść na cały świat i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”82. A w innym miejscu stwierdza, że cały Kościół jest misyjny i że „dzieło ewangelizacji jest podstawowym zadaniem Ludu Bożego”83.
Już wzmiankowaliśmy o wewnętrznej łączności pomiędzy Kościołem a ewangelizacją. Skoro Kościół głosi i buduje Królestwo Boże, tedy umieszcza się zupełnie wpośród świata, jako znak i narzędzie tego Królestwa, które jest obecne i przychodzi. Do tej sprawy Sobór odniósł bardzo znamienną wypowiedź św. Augustyna o działalności misyjnej dwunastu Apostołów: „Przepowiadali słowo prawdy i rodzili Kościoły”84
60. To, że Kościół został posłany i że do niego należy ewangelizacja, wzbudza w nas dwojakie przekonanie. Pierwsze, że dzieło ewangelizacji nie jest niczyim aktem osobistym i samotnym, ale całkowicie kościelnym. Dlatego, kiedy choćby najpospolitszy kaznodzieja, katechista czy duszpasterz, w jak najbardziej odległym kraju, głosi Ewangelię, gromadzi swą małą wspólnotę, udziela Sakramentów, choćby był sam, wykonuje akt Kościoła, a jego dzieło zapewne łączy się z działalnością ewangelizacyjną całego Kościoła, nie tylko przez więzy „instytucjonalne”, ale także przez więzy niewidzialne i przez ukryte zakorzenienie w łasce niebieskiej. Stąd wniosek, że on działa nie na podstawie misji samowolnej uzurpowanej, ani nie na mocy osobistej inspiracji, ale w łączności z posłannictwem Kościoła oraz w jego imieniu.
Stąd wynika drugie przekonanie: jeśli każdy ewangelizuje w imieniu Kościoła — który sam działa z rozkazu Pana — to żaden ewangelizujący nie jest najwyższym sędzią swojej czynności ewangelizacyjnej działającym wedle własnego osądu, wedle własnej zdolności i własnych motywów, lecz winien pełnić ją z zachowaniem łączności z Kościołem i jego pasterzami.
Jak powiedzieliśmy, cały Kościół ewangelizuje. To znaczy, że czy to dotyczy całego globu, czy poszczególnej jego części, Kościół czuje się odpowiedzialny za zadanie rozprzestrzeniania Ewangelii.
61. Po rozważeniu tych spraw zatrzymamy się wraz z wami, Bracia i Synowie, na sprawie, która dzisiaj ma szczególne znaczenie. Pierwotni chrześcijanie w swoich obrzędach liturgicznych, w swoich oświadczeniach przed sędziami i katami, w swoich pismach apologetycznych, stwierdzali, że mocno wierzą w Kościół rozprzestrzeniony wszędzie, po całej ziemi. Mieli oni pełną świadomość, że należą do wielkiej społeczności, której nie ogranicza ani przestrzeń, ani czas: „Od sprawiedliwego Abla, aż do ostatniego wybranego”85, aż po krańce ziemi”86; „aż do skończenia świata”87.
Pan zamierzył taki Kościół: powszechny, wielkie drzewo, na którego gałęzie przylatują ptaki niebieskie i mieszkają88, niewód zagarniający ryby wszelkiego rodzaju89, albo sieć obciążoną stu pięćdziesięcioma trzema wielkimi rybami, wyciąganą przez Piotra90, stado owiec, które pasie jeden pasterz91; mianowicie Kościół powszechny, który nie ma ani ogrodzeń, ani granic, chyba, niestety, granice postawione w sercu i duszy grzesznego człowieka.
62. Jednak ten powszechny Kościół w rzeczywistości zupełnie wciela się w poszczególne Kościoły partykularne, które znów składają się z takiej czy innej cząstki rodzaju ludzkiego, posługują się takim czy innym językiem; które dziedziczą określoną kulturę, swoisty sposób odczuwania, pamięć odrębnej przeszłości i związane są silnie z tym wszystkim. Właśnie otwarcie na bogactwa Kościoła partykularnego odpowiada szczególnej wrażliwości współczesnego człowieka.
Wszakże strzeżmy się myśli, że Kościół powszechny jest jakąś sumą, albo, jeśli wolno powiedzieć, federacyjnym związkiem, mniej lub więcej „zróżnicowanym” Kościołów partykularnych, które co do swej natury różniłyby się między sobą. Według woli Pana sam Kościół powszechny w swym powołaniu i misji, skoro zapuszcza korzenie na terenach o różnych warunkach kulturowych, społecznych i ustrojowych, przybiera w każdej części globu inny wygląd zewnętrzny i odmienne rysy.
Stąd to Kościół partykularny, który dobrowolnie odłączałby się od Kościoła powszechnego, straciłby swoją więź z Bożym planem i stawałby się uboższy w swym kościelnym charakterze.
Z drugiej strony Kościół rozprzestrzeniony w całym świecie stałby się czymś abstrakcyjnym, gdyby nie przybierał ciała i życia poprzez Kościoły partykularne. Tylko wtedy, kiedy stale będziemy zważać na te dwa jakby bieguny Kościoła, będziemy mogli zrozumieć bogactwo tego związku, jaki istnieje pomiędzy Kościołem powszechnym a Kościołami partykularnymi.
63. Kościoły partykularne, głęboko zmieszane nie tylko z ludźmi, ale także z ich pragnieniami, bogactwami i ograniczeniami, z ich sposobami modlenia się, kochania, patrzenia na życie i świat — co wszystko wyróżnia daną społeczność ludzką — powinny przyswoić sobie trzon ewangelizacyjnego orędzia i, bez najmniejszej zmiany zasadniczej jego prawdy, przełożyć je na język zrozumiały dla miejscowych ludzi, a potem je w tym języku głosić.
Przekładu trzeba dokonywać z rozwagą i powagą, z szacunkiem i znajomością, jak tego samego rzecz wymaga, przede wszystkim w dziedzinie formuł liturgicznych, katechezy, określeń teologicznych, drugorzędnych struktur kościelnych i posług duchowych. „Język”, o jakim tu mowa, należy brać nie tyle w znaczeniu semantycznym czy literackim, ale raczej uwydatniającym sens antropologiczny i doktrynalny przedmiotu.
W kwestii tej potrzeba niemało przezorności, ponieważ ewangelizacja wiele traci na swej mocy i wpływie, jeśli nie uwzględnia charakteru ludzi, do których się zwraca, jeśli nie posługuje się ich językiem, znakami i obrazami, jeśli nie odpowiada na stawiane przez nich pytania, jeśli wreszcie nie dotyczy i nie porusza ich rzeczywistego sposobu życia. A z drugiej strony ewangelizacja staje wobec niebezpieczeństwa utracenia swego właściwego charakteru i wobec niebezpieczeństwa całkowitego zaniku, jeśli jej treść zostanie z okazji przekładu osłabiona lub okaleczona, albo jeśli chcąc dostosować prawdę powszechną do danego terenu, zatraci się samą prawdę i zniszczy jedność, bez której nie ma żadnej powszechności. Otóż tylko taki Kościół, który zachowuje świadomość swojego uniwersalizmu i rzeczywiście okazuje się uniwersalnym, dysponuje przepowiadaniem zrozumiałym dla wszystkich, poza jakimikolwiek granicami regionalnymi.
Należyte docenianie Kościołów partykularnych może tylko wzbogacić Kościół. Jest to nieodzowne i konieczne, ponieważ odpowiada wszystkim głębokim aspiracjom ludów i społeczności ludzkiej, które coraz bardziej usiłują rozpoznać swą własną fizjonomię.
64. Wszakże to wzbogacenie wymaga, żeby Kościoły partykularne stale otwierały się na Kościół powszechny. Warto spostrzec, że chrześcijanie, ci najbardziej prości, najbardziej wierni Ewangelii i baczący na prawdziwy sens Kościoła, jakby spontanicznie pojmują ten uniwersalny charakter, mocno go pragną, chętnie w nim się rozpoznają; współczują razem z Kościołem i cierpią serdecznie, kiedy w imię jakichś teorii, których nie rozumieją, chce się ich zacieśnić do Kościoła pozbawionego tej powszechności, zamkniętego granicami jakiegoś regionu i pozbawionego wszelkiego horyzontu.
Zresztą, jak wyraźnie uczy historia, ilekroć ten lub inny Kościół partykularny odłączył się od Kościoła powszechnego oraz od widzialnego centrum jego życia — nawet kierowany najlepszymi zamiarami i oparty na argumentach teologicznych, socjologicznych, politycznych czy pastoralnych, albo podniecony żądzą swobody poruszania się i działania — z wielką trudnością zdołał uniknąć (jeżeli w ogóle) dwóch również poważnych niebezpieczeństw: z jednej strony niebezpieczeństwa jałowego izolacjonizmu, a następnie szybkiego rozprzężenia, ponieważ każda jego komórka odłączała się od niego w taki sam sposób, jak on odszedł od głównego rdzenia; z drugiej zaś strony niebezpieczeństwa utraty własnej wolności, bo odłączony od głowy i od innych Kościołów, które dawały mu silę i moc, stał się sam łatwym łupem dla wielorakich sił, tych, którzy usiłowaliby wziąć go w niewolę i wykorzystywać.
W istocie, im mocniejsze są więzy łączności, jakimi zespolony jest Kościół partykularny z Kościołem powszechnym — więzy miłości i wierności, ochoczej uległości Urzędowi Nauczycielskiemu Piotra, jedności w „prawie modlitwy”, które jest także „prawem wierzenia”, troski o zachowanie jedności z innymi Kościołami, które tworzą powszechną całość — tym bardziej taki Kościół staje się zdatny do ujęcia skarbu wiary w uprawnione zróżnicowanie wyrazu, czy to wyznania tej wiary, czy form modlitwy i kultu Bożego, czy zasad życia i obyczajów chrześcijan, czy duchowości ludu, w którym się sadowi; i tym prawdziwszym będzie głosicielem Ewangelii, zdolnym do czerpania z ogólnego dziedzictwa tego, co wyjdzie na korzyść jego ludu, a także do przekazywania doświadczeń i życia tegoż ludu Kościołowi powszechnemu, dla pożytku wszystkich.
65. W tej myśli, na zakończenie trzeciego zebrania Synodu mieliśmy jasne, pełne ojcowskiej miłości, naglące przemówienie o roli Następcy Piotra jako widzialnej, żywej i czynnej zasady jedności pomiędzy Kościołami, a przez to powszechności jednego Kościoła93. Ponadto kładliśmy nacisk na obowiązek, jaki na Nas spoczywa, a który dzielimy razem z Braćmi w Biskupstwie, zachowania nienaruszonego depozytu wiary katolickiej, powierzonego Apostołom przez Pana. Chociaż ten depozyt przekłada się na wszystkie języki, to jednak nie wolno go naruszać ani uszczuplać. Chociaż ubiera się go w symbole właściwe poszczególnym ludom, i wyjaśnia się go w wypowiedziach teologicznych przy użyciu środków i narzędzi, jakie odpowiadają różnym kulturom, czy społeczeństwom, czy rasom, to jednak zawsze musi się zachować tę treść katolickiej wiary, jaką kościelny Urząd Nauczycielski otrzymał i przekazuje.
66. Cały więc Kościół jest powołany do głoszenia Ewangelii, ale w jego łonie jest wiele rozmaitych zadań do wykonania. Ta rozmaitość funkcji służebnych w pełnieniu jednego i tego samego mandatu tworzy bogactwo i piękno ewangelizacji. Dlatego trzeba te zadania wspomnieć pokrótce.
Po pierwsze wskażmy na to, jak w Ewangelii Pan wytrwale powierza Apostołom urząd głoszenia Słowa. Wybrał ich94, przez kilka lat kształcił ich w atmosferze przyjaźni95, ustanowił ich96 i posłał97 jako świadków i nauczycieli orędzia zbawienia, obdarzonych władzą. A Dwunastu posłali znowu swoich następców, którzy naśladując Apostołów, poszli przepowiadać Ewangelię.
67. I tak z woli Chrystusa Następca Piotra został w szczególny sposób wyposażony w urząd nauczania prawdy objawionej. Często Nowy Testament wymienia Piotra „pełnego Ducha Świętego”, jako przemawiającego w imieniu wszystkich98. Dlatego św. Leon Wielki mówi o nim, że zasłużył na pierwszeństwo w apostolacie99. Z tej samej przyczyny głos Kościoła pokazuje Papieża jako stojącego na czele apostolatu, „na szczycie strażnicy”100. Sobór Watykański II wyjaśnia, że „rozkaz Chrystusa głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15), odnosi się przede wszystkim i bezpośrednio do Biskupów z Piotrem i pod przewodnictwem Piotra”101.
Zatem władza pełna, najwyższa i powszechna102, jaką Chrystus dał swojemu Wikariuszowi dla pasterskiego rządzenia Kościołem, przede wszystkim polega na tym, że Papież sam wykonuje dzieło przepowiadania i innym nakazuje, aby głosili Dobrą Nowinę zbawienia.
Biskupi, następcy Apostołów, złączeni z Następcą Piotra, na mocy święceń biskupich otrzymują władzę nauczania w Kościele prawd objawionych. Są oni ustanowieni nauczycielami wiary.
68. Z biskupami łączą się w posłudze jako uczestnicy tej władzy ze szczególnego tytułu ci, co przez święcenia kapłańskie „reprezentują Chrystusa”103 jako wychowawcy Ludu Bożego w wierze, głosiciele słowa Bożego, oraz szafarze Eucharystii i innych Sakramentów.
Przeto my wszyscy Pasterze, bardziej niż jacykolwiek inni członkowie Kościoła mamy uświadamiać sobie ten obowiązek. Tym, co wyróżnia naszą służbę kapłańską, co należycie łączy ze sobą wszystkie niezliczone przedsięwzięcia, o jakie staramy się w ciągu swego życia, co nareszcie nadaje całej naszej działalności osobliwą cechę, jest właśnie ów cel, zawarty w każdej naszej czynności: „głosić Ewangelię Bożą”104.
Oto przymiot prawdziwego naszego obrazu, jakiego nigdy nie powinna zatrzeć żadna wątpliwość, ani zaciemnić zarzut: jako Pasterze, zostaliśmy wybrani choć nieudolni, miłosierną wolą Najwyższego Pasterza105 do autorytatywnego głoszenia Słowa Bożego, do zgromadzenia Ludu Bożego rozproszonego, do karmienia tego Ludu znakami działania Chrystusa, jakimi są Sakramenty, do prowadzenia go po drodze zbawienia i zachowania go w tej jedności, jakiej my sami na różnym poziomie zostaliśmy czynnymi i żywymi narzędziami, wreszcie do stałego uduchowiania tej wspólnoty, zgromadzonej wokoło Chrystusa, zgodnie z jej wewnętrznym powołaniem. A kiedy to wszystko wypełniamy według swoich ludzkich sił i miary łaski Bożej, wtedy właśnie dokonujemy dzieła ewangelizacji: czy to My, co pełnimy urząd Pasterza Kościoła powszechnego, czy Nasi Bracia w episkopacie, przełożeni Kościołów partykularnych, czy Prezbiterzy i Diakoni złączeni ze swymi biskupami, których są współpracownikami na mocy wspólnoty, jaka ma swe źródło w sakramencie kapłaństwa i w miłości Kościoła.
69. Osoby zakonne znajdują w swoim życiu poświęconym Bogu znamienity środek do skutecznego ewangelizowania. Z samej natury życia zakonnego przynależą oni do dynamicznej działalności Kościoła, który gorąco pożąda „Absolutu”, jakim jest Bóg i ma powołanie do świętości. Zakonnicy są świadkami tej świętości, gdyż wyrażają sobą Kościół, o ile pragnie on poświęcenia się spełnianiu surowych wymagań Błogosławieństw. Poprzez swój sposób życia są znakiem całkowitego oddania się na służbę Bogu, Kościołowi i braciom.
Z tego powodu osoby zakonne mają szczególne znaczenie, gdy chodzi o to świadczenie, o którym mówiliśmy wyżej, że stanowi jeden z pierwszych elementów ewangelizacji. To milczące świadczenie o ubóstwie i oderwaniu od rzeczy tego świata, o czystości i niewinności życia, o woli przystającej na posłuszeństwo, stanowi wyzwanie wobec świata, a nawet wobec samego Kościoła, a ponadto może stać się pewną otwartą forma przepowiadania, która zdolna jest poruszyć także niechrześcijan, ludzi dobrej woli, przywiązujących wagę do wartości duchowych.
Jeśli tak, to łatwo zrozumieć, jaki udział w ewangelizacji mają ci zakonnicy i zakonnice, którzy oddają się modlitwie, milczeniu, pokucie i ofierze. A inni zakonnicy, i to największa ich liczba, wprost poświęcają się głoszeniu Chrystusa. Ich misyjna działalność zależy oczywiście od Hierarchii i winna być włączona do całego programu pastoralnego, jaki ona pragnie przeprowadzić. Wszakże któż zdoła ocenić, jak wiele wnieśli oni i obecnie wnoszą w dzieło ewangelizacji? Ze względu na swoją konsekrację zakonną są oni jak najbardziej wolni i mogą dobrowolnie opuścić wszystko i iść aż na krańce świata, aby głosić Ewangelię. Są przedsiębiorczy, a ich apostolstwo często odznacza się pomysłowością i oryginalnością, które wzbudzają podziw u patrzących. Są wielkoduszni, często znajdują się na najodleglejszych stacjach misyjnych, gdzie nierzadko grożą im wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia. Zaiste, Kościół zawdzięcza im bardzo dużo.
70. Ludzie świeccy, którzy ze względu na swój stan żyją w świecie i spełniają różne funkcje doczesne, winni wobec tego wykonywać swoisty rodzaj ewangelizacji.
Ich pierwszorzędnym i bezpośrednim zadaniem nie jest zakładanie czy rozwój wspólnot kościelnych, bo to rola właściwa Pasterzom, ale pełne uaktywnienie wszystkich chrześcijańskich i ewangelicznych sił i mocy, ukrytych, ale już obecnych i czynnych w tym świecie. Polem właściwym dla ich ewangelizacyjnej aktywności jest szeroka i bardzo złożona dziedzina polityki, życia społecznego, gospodarki; dalej, dziedzina kultury, nauki i sztuki, stosunków międzynarodowych, środków przekazu społecznego; do tego dochodzą niektóre dziedziny szczególnie otwarte na ewangelizację, jak miłość, rodzina, wychowanie dzieci i młodzieży, praca zawodowa, cierpienia ludzkie. Im więcej będzie ludzi świeckich owianych duchem ewangelicznym, odpowiedzialnych za te sprawy oraz wyraźnie im oddanych, i im kompetentniej zdołają je wspierać oraz świadomi będą obowiązku zaangażowania wszystkich swoich sił chrześcijańskich — które często zostają ukryte — tym więcej wszystkie te sprawy będą służyć budowaniu Królestwa Bożego i przynoszeniu zbawienia w Jezusie Chrystusie; nie tracąc czegokolwiek ani nie uszczuplając efektywności humanistycznej, owszem, otwierając się często na pewne dziedziny wyższego rzędu.
71. W zasięgu apostolatu właściwego świeckim koniecznie trzeba dostrzec udział rodziny. Słusznie nazywa się ją pięknym mianem „Kościoła domowego”, co uznał sam Sobór Watykański II106. Oznacza to, że w każdej rodzinie chrześcijańskiej należy odkryć różne postacie i rysy Kościoła powszechnego. Poza tym rodzinę, podobnie jak Kościół, należy uważać za pole, na które przynosi się Ewangelię i z którego ona się rozkrzewia.
Dlatego w łonie rodziny świadomej tego zadania, wszyscy członkowie jej ewangelizują, a także podlegają ewangelizacji. Rodzice nie tylko dzielą się z dziećmi Ewangelią, ale mogą od nich odebrać tę Ewangelię wyrażoną głęboko życiem. Rodzina staje się głosicielką Ewangelii dla wielu innych rodzin oraz dla otoczenia, w którym żyje.
Rodziny, które powstały z małżeństw mieszanych, powinny głosić Chrystusa swojemu potomstwu, razem ze wszystkimi implikacjami wspólnego chrztu. Ponadto mają trudne zadanie stawania się twórcami jedności.
72. Okoliczności skłaniają nas do zwrócenia szczególnej uwagi na młodzież. Powiększająca się jej liczba i wzrastająca obecność jej w społeczeństwie, problemy, jakie ją pasjonują, to wszystko powinno we wszystkich budzić troskę o podanie jej pilnie a mądrze ideału ewangelicznego, celem poznania go i pielęgnowania. Wszakże jest rzeczą konieczną, żeby sami młodzi, należycie uformowani w wierze i modlitwie, stawali się coraz bardziej apostołami swoich rówieśników. Kościół pokłada wielką nadzieję w takiej pomocy młodych, a My sami bardzo często okazywaliśmy im pełne zaufanie.
73. Tak to czynna obecność świeckich w sprawach doczesnych osiąga swoje bardzo wielkie znaczenie. Wszakże nie należy zaniedbywać ani zapomnieć o innym aspekcie sprawy: świeccy bowiem mogą czuć się powołani do współdziałania ze swymi Pasterzami w służbie dla wspólnoty kościelnej, dla jej wzrostu i żywotności, wybierając rozmaite posługi, według łaski i charyzmatów, jakich im Pan raczy użyczyć.
Z wielką wewnętrzną radością obserwujemy rzeszę pasterzy, osób zakonnych i świeckich, którzy, powodowani gorliwością o przepowiadanie Chrystusa, usiłują skutecznie głosić Ewangelię w coraz odpowiedniejszy sposób. My popieramy to szerokie otwarcie w działaniu, jakie po tej linii i z taką troską podejmuje współczesny Kościół. Ta szeroka akcja dotyczy przede wszystkim rozmyślania, a następnie usług kościelnych zdolnych przyczynić się do odmłodzenia i umocnienia jego dynamizmu w ewangelizacji.
Bez wątpienia, obok funkcji nałożonych przez sakrament Kapłaństwa, na mocy których istnieją Pasterze i w szczególny sposób oddają się służbie na rzecz wspólnoty, Kościół uznaje jeszcze inne funkcje, które chociaż nie są związane ze święceniami kapłańskimi, to jednak przysposabiają do pełnienia szczególnego zadania w Kościele.
Rzut oka na początki Kościoła daje wiele światła i pozwała nam korzystać z dawnego doświadczenia, dotyczącego posług kościelnych. To doświadczenie jest tym ważniejsze, że kiedyś przyczyniło się do wzrostu Kościoła, jego umocnienia i rozszerzenia. Wszakże to badanie początków trzeba uzupełnić potrzebami dzisiejszego człowieka i współczesnego Kościoła. Czerpać z tych źródeł zawsze pełnych dobrej rady, nie gardzić żadną z nich oraz umiejętnie stosować do wymogów i potrzeb naszych czasów: to są główne wytyczne, które dadzą możność mądrego wyśledzenia i ujawnienia tych usług, jakich dzisiaj Kościół potrzebuje, a których wielu wiernych chętnie się podejmie, aby jak najbardziej wesprzeć żywotność kościelnej wspólnoty. Te usługi osiągną prawdziwą pastoralną owocność, jeśli zachowają w pełni jedność i normy wydane przez Pasterzy, jako tych, którzy jedność Kościoła poręczają i tworzą.
Usługi tego rodzaju z pozoru wydają się czymś nowym, ale w rzeczywistości zgadzają się z dawnymi doświadczeniami Kościoła na przestrzeni jego długich dziejów — usługi takie, jak np. katechistów, przewodników nabożeństw, kierowników śpiewu, chrześcijan oddanych głoszeniu Słowa Bożego albo służeniu braciom potrzebującym, przełożonych małych wspólnot, animatorów apostolskich i innych tego rodzaju. Są one jak najbardziej korzystne w zakładaniu Kościoła, ożywianiu go i powiększaniu, a także mogą sprawić, że będzie on bardziej promieniował wokoło i dotrze do tych, którzy stoją z daleka. Nasze szczególne uznanie wyrażamy tym wszystkim świeckim, którzy przystają na poświęcenie części swego czasu i sił, a nawet całego życia na rzecz świętych misji.
Wszystkim pracownikom w ewangelizacji konieczne jest pieczołowite przygotowanie, a jak najbardziej potrzebują go ci, którzy oddają się posłudze Słowa. Stale pobudzani przekonaniem o wzniosłości i bogactwie Słowa Bożego, powinni oni dokładać największego starania i troski o godność, o dokładność wyrazu i o odpowiednie przystosowanie swych przemówień. Wszak wszyscy wiemy, że sztuka mówienia ma dzisiaj bardzo wielkie znaczenie i wagę. Jakżeżby więc kaznodzieje i katecheci mogli ją zaniedbać?
Dlatego wyrażamy usilne życzenie, aby w każdym Kościele partykularnym Biskupi należycie dbali o wykształcenie wszystkich ministrów Słowa. Takie poważne wykształcenie wzmoże w nich konieczność zaufania do siebie, a także rozpali chęć do przepowiadania Jezusa Chrystusa w tych naszych czasach.
74. Nie chcielibyśmy zakończyć tej rozmowy z Naszymi ukochanymi Braćmi i Synami, bez dodania zachęty dotyczącej ducha i motywów, jakimi powinni się kierować szerzyciele Ewangelii. W imię Pana Jezusa Chrystusa oraz Świętych Apostołów Piotra i Pawła, wzywamy wszystkich tych, którzy z natchnienia Ducha Świętego i z mandatu Kościoła są prawdziwymi głosicielami Ewangelii, aby byli godni tego powołania, aby wykonywali je bez żadnego wahania i popadania w lęk i aby nie pomijali niczego, co nie tylko umożliwia ewangelizację, ale także co czyni ją wytrwałą i owocną. Oto główne warunki, jakie chcemy zalecić.
75. Nigdy nie może zaistnieć przepowiadanie bez pomocy Ducha Świętego. Zstąpił On też na samego Jezusa z Nazaretu podczas chrztu, kiedy głos Ojca — „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”107 — jasno okazał Jego wybranie i misję. Ponadto zanim rozpoczął tę misję, podążył „wiedziony przez Ducha” na pustynię, stoczył rozstrzygającą walkę i przeszedł przez najcięższą próbę108. A także ,,mocą Ducha”109 wraca do Galilei, aby przepowiadać w swoim mieście Nazarecie, stosując do siebie ten tekst Izajasza: „Dach Święty nade mną” oraz „Dziś wypełniło się to Pismo”110. A mając wysłać uczniów, tchnął na nich i rzekł: „Weźmijcie Ducha Świętego”111.
W rzeczywistości dopiero po zstąpieniu Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy Apostołowie idą na wszystkie strony świata, aby rozpocząć wielkie dzieło ewangelizacji powierzone Kościołowi, a Piotr tłumaczy ludowi to zdarzenie jako wypełnienie proroctwa Joela: „Wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało”112. Tenże Piotr zostaje napełniony Duchem Świętym, by przemawiać do ludu o Jezusie, Synu Bożym”113. Także Paweł zostaje napełniony Duchem Świętym114 przed podjęciem się działalności apostolskiej, jak i Szczepan, tegoż Ducha pełen, zostaje wybrany diakonem, a potem składa świadectwo krwi męczeńskiej115. Ten Duch, który Piotra, Pawła i dwunastu Apostołów czyni wymownymi, poddając im, co mają mówić, zstępuje również na tych, co słuchają słowa Bożego116.
Kościół rośnie117, napełniony pociechą Ducha Świętego, który jest jego duszą. On sprawia, że wierni prawdziwie rozumieją naukę i tajemnicę Chrystusa. Jak w początkach Kościoła, tak i dzisiaj On działa w każdym głosicielu Ewangelii, jeśli tylko poddaje się Jego kierownictwu. On podsuwa mu słowa, jakie tylko On jeden może poddać, a równocześnie usposabia serca słuchaczy, aby otwarli się na przyjęcie Ewangelii i na głoszone Królestwo.
Techniczne środki ewangelizacji są dobre, ale choćby były absolutnie doskonałe, nie zastąpią cichego tchnienia Ducha. Również najlepsze przygotowanie głosiciela nie da wyniku bez Niego. I żadna wymowa nie zdoła poruszyć człowieka bez Jego tchnienia. Ponadto zdobycze socjologii czy psychologii, choć gruntowne, bez Niego okazują się daremne.
Obecnie w Kościele dostrzegamy szczególny czas Ducha Świętego. Wszędzie wierni usiłują nie tylko lepiej Go poznać i pojąć takim, jakim Go objawia Pismo św., ale też oddać się Mu w wielkim rozradowaniu duszy, otwierając się na Jego tchnienie. Bardzo liczni, gromadząc się koło Niego, chętnie poddają się Jego kierownictwu. Jeśli zatem Duch Święty tak wielką rolę odgrywa w życiu Kościoła, to z pewnością największą odgrywa w dziele ewangelizacji. Nie bezpodstawnie i nie przypadkowo początek ewangelizacji przypadł na dzień Pięćdziesiątnicy; stało się to właśnie pod tchnieniem Ducha Świętego.
Można więc powiedzieć, że Duch Święty jest głównym sprawcą w szerzeniu Ewangelii, ponieważ On pobudza do przepowiadania i przygotowuje serce człowieka do przyjęcia i rozumienia słowa zbawienia. Również słusznie można twierdzić, że On jest celem i kresem wszelkiej ewangelizacji. On sam bowiem dokonuje swego stworzenia, mianowicie tworzy nową ludzkość, do której ewangelizacja winna zmierzać poprzez ową jedność w różnorodności, do jakiej prowokuje przepowiadanie Ewangelii w społeczności chrześcijańskiej. Ponadto za pośrednictwem Ducha Świętego Ewangelia przenika aż do świata, ponieważ On daje zrozumienie „znaków czasu” — znaków Bożych — które ewangelizacja odkrywa i tłumaczy ich znaczenie w życiu ludzkim.
Synod Biskupów z 1974 roku, podkreśliwszy silnie rolę Ducha Świętego w ewangelizacji, wyraził również życzenie, aby duszpasterze i teologowie — do których wliczamy też wiernych jako naznaczonych przez Ducha Świętego na Chrzcie — dogłębniej badali naturę i sposób działania boskiego Pocieszyciela we współczesnej ewangelizacji. My także mamy to życzenie, zachęcając głosicieli Ewangelii, kimkolwiek oni są, aby nieustannie z najwyższą wiarą i żarliwością modlili się do Ducha Bożego, powierzali się roztropnie Jego kierownictwu jako głównemu sprawcy ich zamiarów i planów, oraz ich przedsięwzięć, odnoszących się do dzieła ewangelizacji.
76. Teraz zwrócimy uwagę na samych głosicieli Ewangelii. Często dzisiaj mówi się, że nasz wiek pragnie szczerości i prawdy. Szczególnie o młodzieży mówi się, że wzdryga się wręcz przed fałszem i udawaniem, a żąda całej prawdy i otwartości.
Te „znaki czasu” nakazują Nam wielką czujność. Bo wciąż gwałtownie pytają nas, czy milcząco czy głośno: Czy wierzycie w to, co głosicie? Czy żyjecie tym, w co wierzycie? Czy naprawdę głosicie to, czym żyjecie? Świadectwo życia, jak nigdy przedtem, stało się dziś najkonieczniejszym warunkiem skuteczności naszego przepowiadania. Z tego powodu jesteśmy odpowiedzialni za wszelki postęp i owocność Ewangelii, którą głosimy.
„Co jest z Kościołem w dziesięć lat po zakończeniu Soboru?” — tak pytaliśmy się na początku tego rozważania. Czy jest on wkorzeniony w serce świata, a jednak równocześnie wystarczająco wolny i samodzielny, by stawiać światu pytania? Czy daje świadectwo swej solidarności z ludźmi, a jednocześnie z „Absolutem”, którym jest Bóg? Czy żywotniejsza jest jego kontemplacja i adoracja, a również bardziej intensywna jest jego działalność misyjna, charytatywna, wyzwoleńcza? Czy jest on bardziej wytrwały w podejmowaniu inicjatyw, zmierzających do odnowy pełnej jedności chrześcijan, które dodaje skuteczności wspólnemu dawaniu świadectwa, „iżby świat uwierzył”119. Wszyscy jesteśmy wezwani do dania odpowiedzi na te pytania.
Zachęcamy więc czcigodnych Braci, których „Duch Święty ustanowił, aby paśli Kościół Boży”120. Zachęcamy kapłanów i diakonów, pomocników biskupich oraz doradców w budzeniu duchowej gorliwości w zgromadzeniach Ludu Bożego i we wspólnotach lokalnych. Zachęcamy osoby zakonne, świadków Kościoła powołanego do świętości, natchnionych do prowadzenia takiego życia, które by wyrażało ewangeliczne błogosławieństwa. Zachęcamy świeckich: rodziny chrześcijańskie, młodzież i dorosłych fachowców i przełożonych. Nie zapominamy o ubogich, często bogatych w wiarę i nadzieję, wszystkich świeckich świadomych swojego miejsca w służbie Kościołowi, albo wpośród społeczeństwa i świata. Wszystkim im mówimy: Trzeba koniecznie, aby nasz zapał do ewangelizacji pochodził z prawdziwie świętego życia, karmionego modlitwą, a zwłaszcza miłością do Eucharystii, oraz żeby — jak nas upomina Sobór Watykański II — głoszenie Ewangelii ze swej strony przynosiło wzrost świętości samemu głosicielowi121.
Świat, który pomimo niezliczonych znaków zaprzeczenia Boga, jednak — co jest paradoksem — szuka Go po drogach nieoczekiwanych i boleśnie odczuwa Jego potrzebę, żąda głosicieli Ewangelii, którzy by mówili o Bogu znanym sobie i bliskim, jakby Go niewidzialnego widzieli122. Świat żąda i wymaga od nas prostoty życia, cnoty modlitwy, miłości do wszystkich, szczególnie małych i biednych, posłuszeństwa i pokory, zapomnienia o sobie i wyrzeczenia. Bez tych oznak świętości nasza mowa z trudem przeniknie do serca współczesnych ludzi: zostanie poddana krytyce i stanie się czcza i daremna.
77. Siła ewangelizacji bardzo się pomniejszy, jeśli głosiciele Ewangelii będą podzieleni między sobą, skutkiem różnych przyczyn podziału. Czyż nie jest to jedno z wielkich nieszczęść współczesnej ewangelizacji? Zaprawdę, jeśli Ewangelia, którą głosimy, okaże się rozdarta sporami doktrynalnymi, twierdzeniami sprzecznymi czy potępianiem się wzajemnym chrześcijan — w starciu różnych sądów o Chrystusie i o Kościele, a także różnych opinii na temat społeczeństwa i instytucji ludzkich — to czyż ci, do których zwracamy swoje przepowiadanie, nie ulegną dezorientacji, wprowadzeniu w błąd, a nawet zgorszeniu?
Testament duchowy Pana uczy nas, że jedność między chrześcijanami jest nie tylko dowodem zaliczania nas do liczby Jego uczniów, ale także Jego posłania od Ojca, najmocniejszym argumentem wiary, dawanej chrześcijanom lub samemu Chrystusowi. Ponieważ jesteśmy głosicielami Ewangelii, dlatego powinniśmy wobec wiernych Chrystusa przedstawiać się nie jak ludzie skłóceni i niezgodni, wobec kontrowersji, które żadną miarą nie budują, ale jako ludzie mocni w wierze, którzy, pomimo nieporozumień tu i ówdzie powstających umieją spotykać się razem celem wspólnego szczerego i rzeczowego badania prawdy. Tak jest: los ewangelizacji łączy się ze świadectwem jedności, dawanym przez Kościół. Stąd bierze się powaga obowiązków, ale także pociecha.
W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na znak jedności między wszystkimi chrześcijanami, jako drogę i narzędzie ewangelizacji. Rozłam wśród chrześcijan jest okolicznością tak bardzo obciążającą, że aż osłabia samo dzieło Chrystusa. Sobór Watykański II wymownie i stanowczo stwierdza: „Rozłam między chrześcijanami szkodzi świętej sprawie głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu i dla wielu zamyka drogę do wiary”123. Z tego powodu, kiedy ogłaszaliśmy Rok jubileuszowy, uważaliśmy za konieczne skierować do wszystkich wiernych katolickiego świata takie upomnienie: „Wpierw, zanim wszyscy ludzie powrócą kiedyś i odnowią się w łasce Boga, Ojca naszego, trzeba koniecznie przywrócić wspólnotę pomiędzy tymi, którzy już uznali wiarę i przyjęli Jezusa Chrystusa jako Pana miłosierdzia, wyzwalającego ludzi i jednoczącego ich w Duchu miłości i prawdy”124. Z wielką nadzieją rozważamy te usiłowania, jakie chrześcijanie podejmują obecnie w celu przywrócenia tej jedności, jakiej chciał Chrystus. Upewnia nas o tym św. Paweł pisząc: „A nadzieja nie zawodzi”125. Gdy także obecnie dokładamy starań, aby uzyskać od Pana doskonałą jedność, chcemy, żeby pomnażano modły w tej sprawie. Poza tym przyjęliśmy od Ojców trzeciego ogólnego zebrania Synodu Biskupów wniosek, żeby jak najbardziej starać się o współpracę z braćmi chrześcijanami, z którymi jeszcze nie jesteśmy w pełnej wspólnocie, a to niech się dokonuje w oparciu o chrzest i wspólne nam z nimi dziedzictwo wiary, tak aby przez dzieło ewangelizacji uwidoczniło się już obecnie wspólne, szersze świadectwo o Chrystusie wobec świata.
Do tego skłania nas nakaz Chrystusa i domaga się tego obowiązek przepowiadania i świadczenie o Ewangelii.
78. Ewangelia, która została nam powierzona, jest słowem prawdy. Prawda ta niesie wolność126 i ona sama daje pokój serca. Tego to ludzie szukają, kiedy przychodzą do nas, głoszących im Dobrą Nowinę; prawdę o Bogu, prawdę o człowieku i jego tajemniczym przeznaczeniu, prawdę o świecie; prawdę trudną, którą znajdujemy w Słowie Bożym, a której — powtarzamy raz jeszcze — nie jesteśmy panami ani twórcami, ale stróżami, głosicielami i sługami.
Od głosiciela Ewangelii żąda się, aby pielęgnował prawdę, tym bardziej, że prawda, jaką on zgłębia i przekazuje, jest prawdą objawioną, a zatem bardziej od innych prawd jest częścią prawdy pierwszej, jaką jest sam Bóg. Przeto głosicielem Ewangelii jest ten, kto z największym nawet wyrzeczeniem i poświęceniem szuka zawsze prawdy dla przekazywania jej innym. Nigdy nie fałszuje on prawdy i nigdy jej nie ukrywa, dla podobania się ludziom, wzbudzania podziału i podniecenia umysłów, ani dla oryginalności czy chęci pokazania się. Nie gardzi prawdą; prawdy objawionej nie zaciemnia, kierowany niedbalstwem i lenistwem w jej poszukiwaniu lub wygodą, albo strachem. Nie zaprzestaje jej studiowania; służy jej wielkodusznie, nie zniewalając jej.
Ponieważ jesteśmy pasterzami wiernego ludu, dlatego nasza służba nagli nas, abyśmy prawdy strzegli, bronili i przekazywali ją, nie bacząc na straty i ofiary. Wielu wybitnych i świętych pasterzy dało nam przykład takiej miłości, nierzadko wręcz heroicznej, dla prawdy. Bóg prawdy oczekuje od nas, abyśmy byli jej czujnymi obrońcami i w pełni oddanymi głosicielami.
Nauczyciele, kimkolwiek jesteście, teologami, egzegetami, historykami; dzieło ewangelizacji wymaga waszej niestrudzonej pracy badawczej, waszej pilności i umiejętności w przekazywaniu prawdy, do której zbliżają was wasze studia, a która zawsze przewyższa serce człowieka, skoro jest samą prawdą Bożą.
Rodzice i wychowawcy, waszym zadaniem — niełatwym z powodu licznych, współczesnych konfliktów — jest pomaganie swoim dzieciom i uczniom w odkrywaniu prawdy, nie wyłączając prawdy religijnej i duchowej.
79. Dzieło ewangelizacji wymaga od tego, kto ewangelizuje, braterskiej coraz większej miłości względem tych, których ewangelizuje. Apostoł Paweł, wzór dla każdego głosiciela, napisał do Tesaloniczan słowa, które i dla nas są programem: „Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcielibyśmy wam dać nie tylko Ewangelię Bożą, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem drogimi staliście się dla nas”127. Co to jest za miłość? Nie tyle miłość pedagoga, co ojca, a raczej matki128. Pan chce, żeby każdy, czy to głosi Ewangelię, czy buduje Kościół, miał taką miłość.
Oznaką miłości jest troska o przekazywanie prawdy i wprowadzenie ewangelizowanych do jedności. Również oznaką miłości jest poświęcenie się głoszeniu Jezusa Chrystusa bez zastrzeżeń i wykrętów.
Dodajmy jeszcze inne oznaki miłości. Pierwszą oznaką jest szacunek, a nie szorstkość względem ewangelizowanych odnośnie do religii, ducha, sposobu życia, którego nie należy przesadnie obciążać, co do sumienia i przekonań.
Dalszą oznaką tej miłości jest wystrzeganie się, aby kogoś, zwłaszcza słabego w wierze129 nie urazić takimi wypowiedziami, które mogą być jasne dla znawców, ale dla wiernych mogą stać się raną duszy, źródłem niepokoju i zgorszenia.
Wreszcie oznaką miłości będzie staranie się, by podawać chrześcijanom nie zdania wątpliwe i niepewne, powstałe ze źle przyswojonej wiedzy, ale przekonania pewne, oparte na Słowie Bożym. Wierni potrzebują takich pewnych przekonań do życia po chrześcijańsku; mają do nich prawo jako dzieci Boga, które w Jego ramionach całkowicie zawierzają wymogom miłości.
80. Nasza adhortacja inspiruje się tu gorliwością największych kaznodziejów i głosicieli Ewangelii, którzy życie swe poświęcili apostolstwu. Do ich liczby zaliczamy zwłaszcza tych, których w tym Roku Świętym przedstawiliśmy wiernym do uczczenia, bo przezwyciężyli oni bardzo dużo przeszkód w ewangelizowaniu.
Spośród tych przeszkód, które występują i w naszych czasach, ograniczymy się do wskazania tej wielostronnej, a bardzo poważnej, bo domowej — mianowicie braku gorliwości, a zwłaszcza braku radości i nadziei u wielu głosicieli Ewangelii. Zachęcamy więc wszystkich, którzy z jakiejkolwiek racji i w jakikolwiek sposób pełnią funkcję ewangelizowania, aby ożywili i wzmogli zapał ducha130.
Ten zapał wymaga najpierw, żebyśmy odrzucili motywy usprawiedliwiania się, przeciwne ewangelizacji. Najbardziej podstawowymi ze wszystkich są te motywy, za pomocą których ktoś usiłuje znaleźć poparcie w takiej czy innej doktrynie podanej przez Sobór.
Często zdarza się słyszeć różne tego rodzaju twierdzenia: narzucać prawdę, chociażby wziętą z Ewangelii, wytyczać drogę, chociażby do zbawienia, równa się gwałceniu wolności religijnej. Zresztą — dodają — po cóż głosić Ewangelię, jeśli wszyscy osiągną zbawienie za prawość serca? Wiadomo poza tym — mówią — że świat i historia są pełne nasion słowa”; chcieć więc nieść Ewangelię tam, gdzie już ona jest w nasionach, zasianych przez Pana, czyż to nie jest kierowanie się błędnym mniemaniem?
Ten, kto w dokumentach Soboru pilnie zgłębia te kwestie, z których bardzo powierzchownie wziętych czerpie się owe rzekome motywy, wyciągnie z nich zupełnie odmienne widzenie rzeczy.
Zapewne, błędem jest narzucanie czegoś sumieniu naszych braci. Ale zupełnie czymś innym jest przedstawianie temuż sumieniu prawdy ewangelicznej i zbawienia w Jezusie Chrystusie, jasno je uwzględniając i pozostawiając temuż sumieniu całkowitą możność wyboru i decyzji — wykluczywszy ,,wszelką działalność, która miałaby posmak przymusu albo nieuczciwego czy niedość właściwego nakłaniania”.131 To wcale nie narusza wolności religijnej, owszem, służy tej wolności, dodaje jej możność wybrania drogi, jaką nawet ci, którzy wierzą w Boga, uważają za szlachetną i godną pochwały. Czyżby było przestępstwem przeciw czyjejś wolności głosić z radością Ewangelię, . którą otrzymaliśmy od najmiłosierniejszego Pana?132 Dlaczego ma się mieć prawo do podawania jedynie tylko kłamstwa i błędu, rzeczy haniebnych i bezwstydnych, a nawet często niestety, do narzucania tego, czy to poprzez destruktywną propagandę środkami przekazu społecznego, czy poprzez ustawy tolerujące takie postępowanie, czy wreszcie poprzez tchórzostwo dobrych, a zuchwałość złych?
Pełen szacunku wobec innych sposób przedstawiania Chrystusa i Jego Królestwa jest więcej niż prawem głosiciela Ewangelii, jest jego obowiązkiem. I. jest również prawem ludzi jako jego braci, otrzymywanie od niego ewangelicznego orędzia zbawienia. Bóg może dokonać zbawienia tych, których chce, na drogach nadzwyczajnych, Jemu tylko wiadomych133. Ale skoro Syn Jego przyszedł na świat, uczynił to w tym zamiarze, aby swoim słowem i życiem otworzyć nam zwyczajną drogę do zbawienia. On nam nakazał, żebyśmy wyposażeni w Jego powagę przekazywali to objawienie. Nie będzie bez pożytku, jeśli poszczególni wierni i poszczególni głosiciele Ewangelii rozważą na modlitwie to zdanie: Ludzie, choćbyśmy nie głosili im Ewangelii, będą mogli zbawić się na innych drogach, dzięki miłosierdziu Bożemu, ale czy my sami możemy się zbawić, jeśli zaniechamy jej głoszenia z powodu gnuśności, lęku, „wstydzenia się Ewangelii”134 — jak pisał św. Paweł — lub kierowania się fałszywymi poglądami? Bo przecież to nie jest niczym innym jak udaremnianiem powołania danego przez Boga, który chce zasiewać dobre ziarno poprzez głos sług Ewangelii. Od nas zależy, czy to ziarno wyrośnie na drzewo i zaowocuje.
Zachowajmy więc gorliwość ducha, pielęgnujmy słodką i pełną pociechy radość z ewangelizowania, nawet wtedy, kiedy trzeba zasiewać, płacząc. Miejmy taki zapał ducha — jaki miał Jan Chrzciciel, Piotr i Paweł, inni Apostołowie oraz owa rzesza godnych podziwu głosicieli Ewangelii przez cały ciąg dziejów Kościoła — jakiego by ani ludzie, ani rzeczy nie mogły przytłumić. Niech to będzie wielką radością nam, którzy poświęciliśmy swe życie. Oby świat współczesny, który szuka już to w trwodze, już to w nadziei, przyjmował Ewangelię nie od jej głosicieli zgnębionych lub pozbawionych nadziei, nie od niecierpliwych lub bojaźliwych, ale od sług Ewangelii, których życie jaśniałoby zapałem, od tych, co pierwsi zaczerpnęli swą radość od Chrystusa i nie wahają się poświęcić życia, byle tylko głosić Królestwo i zaszczepiać Kościół w sercu świata.
81. Oto, Bracia i Synowie, wołanie, które wydobywa się z głębi Naszego serca, a jest echem głosu Naszych Braci, którzy odbyli trzecie ogólne zebranie Synodu Biskupów. Oto zalecenia, jakie daliśmy na zakończenie Roku Świętego, który pozwolił Nam pojąć w pełni potrzeby i wołania wielu braci, chrześcijan czy niechrześcijan, oczekujących od Kościoła Słowa zbawienia.
Oby światło tego Roku Świętego, które wzeszło dla niezliczonych ludzi pojednanych z Bogiem, czy to w Kościołach partykularnych, czy w Rzymie, świeciło również po Jubileuszu poprzez odpowiedni program działalności pastoralnej, której trzon stanowi ewangelizacja. Oby świeciło ono w tych naszych czasach, które ukazują nam już z bliska nowy wiek, owszem, trzecie tysiąclecie Chrześcijaństwa.
82. To życzenie składamy radośnie w ręce i w serce Najświętszej Bogarodzicy Dziewicy Maryi, w tym dniu poświęconym szczególnie Jej, Niepokalanie Poczętej, oraz w dziesięciolecie od zakończenia Soboru Watykańskiego II. Rankiem dnia Pięćdziesiątnicy przewodniczyła Ona, modląc się, początkom ewangelizacji, za sprawą Ducha Świętego. Niech Ona przyświeca jako Gwiazda stale odnawianej ewangelizacji, którą Kościół posłuszny nakazowi swego Pana winien podejmować i uskuteczniać, zwłaszcza w tych zaiste trudnych, ale też pełnych nadziei czasach.
W imię Chrystusa, po ojcowsku błogosławimy was wszystkich, wasze wspólnoty, rodziny, krewnych, słowami św. Pawła do Filipian: „Dziękuję Bogu mojemu, ilekroć was wspominam, zawsze w każdej modlitwie, zanosząc ją z radością za was wszystkich, z powodu Waszego udziału w szerzeniu Ewangelii...; słusznie przecież mogę tak o was wszystkich myśleć, bo noszę was w sercu, ... a wy wszyscy jesteście współuczestnikami mojej łaski w obronie i umacnianiu Ewangelii. Albowiem świadkiem mi jest Bóg, jak pragnę, abyście wszyscy byli w sercu Jezusa Chrystusa”135.
Dan w Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 8 grudnia w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, roku 1975, trzynastego Naszego Pontyfikatu.
PAPIEŻ PAWEŁ VI
Przypisy:
1. Por. Łk 22, 32.
2. 2 Kor 11, 28.
3. Por. Sobór Wat. II, Dekret o działalności misyjnej Kościoła „Ad gentes divinitus”; 1; AAS 58(1986), s. 947.
4. Por. Ef. 4, 24; 2, 15; Kol 3, 10; Gal 3, 27; Rz 13, 14; 2 Kor 5, 17,
5. 2 Kor 5, 20.
6. Por. Alokucja Pap. Pawła VI do Synodu Biskupów na początku trzeciego zebrania ogólnego (26. X, 1974); AAS 66(1974), ss. 634—635.
7. Alokucja Pap. Pawła VI do Św. Kolegium Kardynałów (22. VI. 1973); AAS 65(1973), s. 383.
8. 2 Kor 11, 28,
9. 1 Tm 5, 17.
10. 2 Tm 2, 15.
11. Por. 1 Kor 2,5.
12. Łk 4, 43.
13. Tamże,
14. Łk 4, 18; por. Iz 61, 1.
15. Por. Mk 1, 1; Rz 1, 1—3.
16. Por. Mt 6, 33.
17. Por. Mt 5, 3—12,
18. Por Mt 5—7.
19. Por. Mt 10.
20. Por. Mt 13.
21. Por. Mt 18.
22. Por. Mt 24—25.
23. Por. Mt 24, 36; Dz 1, 7; Tes 5, 1—2.
24. Por. Mt 11, 12; Łk 16, 16.
25. Por. Mt 4, 17.
26. Mk 1, 27.
27. Łk 4, 22.
28. J 7, 46.
29. Łk 4, 43.
30. J 11, 52.
31. Por. Sobór Wat. II Konstyt. dogmat. o Objawieniu Bożym „Dei Verbum”, n. 4; AAS 58(1966), pp. 818—819.
32. Por. 1 P 2, 9.
33. Dz 2, 11.
34. Łk 4, 43. 85 1 Kor 9, 16.
36. Por. „Declarationes Patrum Synodalium” n. 4; „Osservatore Romano” (27. X. 1974), s. 6.
37. Mt 28, 19.
38. Dz 2, 41, 47.
39. Por. Sobór Wat. II Konstyt. dogm. o Kościele „Lumen gentium” n. 8; AAS 57(1965), s. 11; Dekret „Ad gentes divinitus” n. 5; AAS 58(1966), ss. 951—952.
40. Por. Dz 2, 42—46; 4, 32—35; 5, 12—16.
41. Por. Dz 2, 11; l P 2, 9.
42. Por. Sobór Wat. II Dekret „Ad gentes divinitus”, nn. 5, 11, 12; AAS 58 (1966), ss. 951—952, 959—961.
43. Por. 2 Kor 4, 5; Św. Augustyn, Sermo XLVI, De Pastoribus: CCL. XLI, ss. 529—530.
44. Łk 10, 16; por. Św. Cyprian, De Unitate Ecclesiae, 14; PL 4, 527; Św. Augustyn Enarrat. 88, sermo 2, 14; PL 37. 1140; Św. Jan Chryzostom, Horn. de capto Eutropio, 6: PG 52, 402.
45. Ef 5, 25.
46. Ap 21, 5; por. 2 Kor 5, 17; Gal 6, 15.
47. Por. Rz 6, 4. l
48. Por Ef 4, 23—24; Kol 3, 9—10.
49. Por. Rz 1, 16; l Kor 1, 18; 2, 4.
50. Por. n. i53; AAS 58 (1966), s. 1075.
51. Por. Tertullian, Apologeticum, 39; CCL I ss. 150—158; Minucjusz Feliks, Oc-tavius, 9 i 31; CSPL, Augustae Taurinorum 19632, ss. 11—23, 47—48.
52. 1 P 3, 15.
53. Por. Sobór Wat. II Konst. dogm. „Lumen gentium” nn 1, 948; AAS 57(1965) ss. 5, 12—14; 53—54; Konstyt. „Gaudium et Spes” nn. 42, 45; AAS 58(1966), ss. 1060—1061, 1065—1066; Dekret „Ad gentes divinitus”, nn 1, 5; AAS 58(1966), pp. 947, 951—952.
54. Por. Rz 1, 16; l Kor 1, 18.
55. Por. Dz 17, 22—23.
56. 1 J 3, 1; por. Rz 8, 14—17.
57. Por. Ef 2, 8; Rz 1, 16 i Świętej Kongregacji dla Doktryny Wiary „Declaratio ad fidem tuendam in mysteriis Incarnationis et SS Trinitatis a quibusdam recentibus erroribus” (21. II. 1972); AAS 64(1972), ss. 237—241.
58. Por. 1 J 3, 2; Rz 8, 29; Flp 3, 20—21 i Sobór Wat. II Konstyt. „Lumen gentium”, nn. 48—51; AAS 57(1965), ss. S3--58.
59. Por. Świętej Kongregacji dla Doktryny Wiary „Declaratio circa Catholicam Doctrinam de Ecclesia contra nonnullos errores hodiernos tuendam” (24. VI. 1973); AAS 65(1973), pp. 396—408.
60. Por. Sobór Wat. II Konstyt. „Gaudium et spes”, nn. 47—52; AAS 58(1966), ss. 1067—1074; Pap. Pawła VI Encykl. „Humanae vitae”; AAS 60(1963), ss. 481—503.
61. Przemówienie Pap. Pawła VI na początku III Zebrania Synodu Biskupów (27. IX. 1974); AAS 66(1974), s. 562.
62. Tamże
63. Przemów. Pap. Pawła VI do „Campesinos” w Kolumbii (23. VIII. 1968); AAS 60(1968), s. 623.
64. Przemów. Pap. Pawła VI „Die Progressionis” w Bogocie (23. VIII. 1968), AAS 60(1968), s. 627; por. Św. Augustyn, Epistoła 229, 2; PL 33, 1020.
65. Przemów. Pap. Pawła VI na zakończenie trzeciego Zebrania Synodu Biskupów (26. X. 1974); AAS 66(1974), s. 637.
66. Alokucja 15. X. 1975; L'Osservatore Romano (17. X. 1975).
67. Przemów. Pap Pawła VI do członków „Concilium de Laicis” (2. X. 1974); AAS 66(1974), s. 568.
68. Por. 1 P 3, 1.
69. Rz 10, 14, 17.
70. Por. 1 Kor 2, 1—5.
71. Rz 10, 17.
72. Por. Mt 10, 27; Łk 12, 3.
73. Mk 16, 15.
74. Por. Św. Justyn, I Apologia 46, 1—4; II Apologia 7(8) 1—4; 10, 1—3; 13, 3—4; Florilegium Patristicum II, Bonn 10112, pp. 81, 125—133; Klemens Alex., Stromata I, 19, 91, 94; S.Ch. 30, pp. 117—118, 119^—120; Sobór Wat. II. Dekret „Ad gentes divinitus”, n. 11; AAS 58(1966), s. 960. Konst. „Lumen gentium” n. 17; AAS 57 (1965), s. 21.
75. Euzebiusz Cezaryjski, Praeparatio Evangelica, 1, 1; PG 21, 26, 28; por. Sobór Wat. II, Konstyt. „Lumen Gentium”, n. 16; AAS 57(1965), s. 20.
76. Por. Ef 3, 8.
77. Henri de Lubac, La drame de I'humanisme athee, Ed. Spes, Paris 1945.
78. Por. Konstyt. „Gaudium et Spes”, n. 59; AAS 58(1966), s. 1080.
79. 1 Tm 2, 4;
80. Mt 9, 36; 15, 32.
81. Rz 10, 15.
82. Deklaracja „Dignitatis humanae” n. 13; AAS 58(1966), s. 939; por. Konstyt „Lumen gentium” <n. 5; AAS 57(1965), ss. 7—8; Dekret „Ad gentes divinitus” n. 1; AAS 58(1966), s. 947.
83. Por. Dekret „Ad gentes divinitus” n. 35; AAS 58(1966), s. 983.
84. Św. Augustyn. Enarrat. in. Ps. 44,* 23; CCLXXXVIII, s. 510 por. Dekret „Ad gentes diyinitus” n. 1; 58(1966) s. 947.
85. Św. Grzegorz Wielki, Homil. in Evangelia, 19, 1; PL 1154.
86. Dz. 1, 8; por. Didache, 9, 1; Funk, Patres Apostolici 1, 22.
87. Mt 28, 20.
88. Por. Mt 13, 32.
89. Por. Mt 13, 47.
90. Por J 21, 11.
91. Por. J 10,1—16.
92. Por. Sobór Wat. II, Konstyt. „Sacrosanctum Concilium” nn. 37—38; AAS 56(1964), s. 110; por. księgi liturgiczne i dokumenty wydane przez St. Ap. w wykonaniu reformy liturgicznej nakazanej przez Sobór Wat. II.
93. Alokucja Pap. Pawła VI na początku trzeciego Zebrania Ogóln. Synodu Biskupów (24. X. 1974); AAS 66(1974), s. 636.
94. Por. J 15, 16; Mk 3, 13—19; Łk 6, 13—16.
95. Por. Dz 1, 21—22.
96. Por. Mk 3, 14.
97. Por. Mk 3, 15; Łk 9, 2.
98. Dz 4, 8; por. Dz 2, 14; 3, 12.
99. Św. Leon Wielki, Sermo 69, 3;,Sermo 70, 1—2; Sermo 94, 3; Sermo 95, 2; S. Ch. 200, ss. 50—52; 58—66; 258—260; 268.
100. Por. Sobór w Lyonie, Konst. „Ad apostolicae dignitatis” Conciliorum Oecu-menicorum Decreta, Ed. Instituto per le Scienze Religiose, Bolonia 19738, s. 278; Sobór w Vienne, Konst. „Ad providam Christi”, ed. mem., s. 343; Sobór Laterański V, Bulla „In apostolici culminis”, ed. mem., s. 608; Bulla „Postquam ad universalis”, ed. mem., s. 609; Konst. „Supernae dispositio-nis”, ad. mem., s. 614; Konst. „Divina disponente clementis”, ed. mem., s. 638.
101.Dekret „Ad gentes divinitus” n. 38; AAS 58(1966), s. 985.
102. Por. Sobór Wat. II. Konstyt. „Lumen gentium” n. 22; AAS 57(1965), s. 26
103. Por. Sobór Wat. II, Konstyt. „Lumen Gentium” n. 10; 37; AAS 57(1965), ss. 14, 43; „Ad gentes divinitus”, s. 39; AAS 58(1966), s. 986; Dekret „Presbyterorum ordinis” nn. 2, 12, 13; AAS 58(1966), ss. 1010, 1011.
104. Por. 1 Tes 2, 9.
105. Por. 1 P 5, 4.
106. Konst. „Lumen gentium”, n. 11; AAS 57(1965), s. 16; Dekret „Apostolicam actuositatem”, n. 11; AAS 58(1966), s. 848; Św. Jan Chryzostom, In Genesim Serm. VI, 2; VI, 1; PG 54, 607—608.
107. Mt 3, 17.
108. Mt 4, 1.
109. Łk 4, 14.
110. Łk 4, 18, 21; Por. Iz 61, 1.
111. J 20, 22.
112. Dz 2, 17.
113. Por. Dz 4, 8.
114. Por. Dz 9, 17.
115. Por. Dz 6, 5. 10; 7, 55.
116. Por. Dz 10, 44.
117. Por. Dz 9, 31.
118. Sobór Wat. II, Dekret „Ad gentes divinitus”, n. 4; AAS 58(1966), ss. 950—951.
119. J 17, 21.
120. Por. Dz 20, 28.
121. Por. Dekret „Presbyterorum ordinis” n. 13; AAS 58(1966), s. 1011.
122. Por. Hbr 11, 27.
123. Dekret „Ad gentes divinitus” n. 6; AAS 58(1966), ss. 954r—955; por. Dekret „Unitatis redintegratio” n. 1; AAS 57(1965), ss. 90—91.
124. Bulla „Apostolorum Limina” VII; AAS 66(1974), s. 305.
125. Rz 5, 5.
126. Por. J 8, 32.
127. 1 Tes 2, 8; por. Flp 1, 8.
128. Por. 1 Tm 2, 7, 11; l Kor 4, 15; Gal 4, 19.
129. Por. 1 Kor 8, 9—13; Rz 14, 15.
130. Por. Rz 12, 11.
131. Por. Deklaracja „Dignitatis humanae” n. 4; AAS 58(1966), s. 933.
132. Tamże, nn. 9—14; 1. c., pp. 935—940.
133. Por. Sobór Wat. II, Dekret „Ad gentes divinitus”, n. 7; AAS 58(1966) s. 955.
134. Por. Rz 1, 16.
135. Flp 1, 3—4, 7—8.
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >> |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Strona 1 z 17 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||